niedziela, 15 lipca 2018

Joshua Tree National Park, Monument Valley, Page - maj 2018 (USA)

Uciekamy z Los Angeles. Wczesnym rankiem taksówką docieramy do wypożyczalni samochodów Alamo w pobliżu LAX. Cały proces wynajmu wygląda jak dawne wypożyczanie kaset video. Po krótkich formalnościach przy ladzie idziemy do odpowiedniej strefy i wybieramy sobie sami auto. Zostaje z nami Chevrolet "Malibu". Wygodny pojazd, który bardzo dobrze będzie nam służył przez cały pobyt w USA.

Używając pasów HOV (carpool lane) w miarę sprawnie wydostajemy się z miasta upadłych aniołów. W połowie dnia docieramy do Joshua Tree National Park i przez parę godzin oglądamy w różnych konfiguracjach jukki krótkolistne zwane drzewami Jozuego. Pokuszę się o stwierdzenie, że jest to kameralne miejsce z interesującą przyrodą i surowymi krajobrazami. Noc spędzamy w "9 Palms Inn" przy Twentynine Palms Highway w mieście Twentynine Palms. Spokojny motel na uboczu z wyjątkowo przyjazną obsługą.

Joshua Tree National Park...

niedziela, 1 lipca 2018

Los Angeles - maj, czerwiec 2018 (USA)

Lądujemy na LAX (Los Angeles International Airport). Autobus zawozi nas na stacje "Aviation/LAX". Wsiadamy do metra i mam wrażenie, że przez następną godzinę jedziemy przez jakieś slamsy. Wysiadamy w Westlake. Dzielnica z Generalnym Konsulatem Meksyku. Bienvenido a México. Znajomość hiszpańskiego bardzo mocno się przydaje. Okolica i jej atmosfera przesiąknięta południowym sąsiadem USA. Mało podobnych twarzy do naszych, więc wyróżniamy się w tłumie. Większość przechodniów nie należy do zamożnej części społeczeństwa. Na ustawionych wzdłuż ulic straganach można kupić robione na miejscu jedzenie, jak również stare przedmioty wygrzebane nie wiadomo skąd, pirackie nagrania muzyczne i filmowe, zużyte ubrania i chińską tandetę. Najlepszą rzeczą w tym miejscu jest kuchnia. Pełna przyciągających zapachów. Reszta jest trudna do opisania.

Los Angeles. Miasto upadłych aniołów. Stąd chce się tylko wyjechać. Cały obszar aglomeracyjny to jeden wielki administracyjny chaos. Do końca nie wiadomo w jakim mieście się jest. Beverly Hills, Culver City, Inglewood, Long Beach, Redondo Beach, Santa Monica... Komunikacja miejska działa tragicznie. Alternatywą jest stanie we własnym samochodzie w gigantycznych korkach. Oczywiście autobusy miejskie również biorą w tym udział i do tego bardzo rzadko jeżdżą. Metro w centrum zatrzymuje się na sygnalizacji świetlnej przy skrzyżowaniach i także nie ma częstych kursów. Absurd goni absurd.

Podróż przez USA zaczynamy i kończymy w Los Angeles. Najpierw poznajemy Westlake. Naszą bazą noclegową jest motel "Travel Inn" przy South Westlake Avenue. Miejsce dla mało wymagających. Na mieście oglądamy standardy. Depczemy gwiazdy na Hollywood Boulevard. Idziemy w upale przez Griffith Park i marzniemy przy Hollywood Sign. Śladami filmu "Blade Runner" wchodzimy do Bradbury Building. Patrzymy na panoramę miasta z Los Angeles City Hall. Mijamy miasteczka namiotowe bezdomnych ukryte w cieniu wielkich wieżowców Downtown.

Leży facet na chodniku. Idzie w jego stronę drugi i rzuca mu banknot. Ten nie dolatuje wystarczająco blisko. Szybkie kopnięcie. Jest. Bardzo krótka wymiana słów. Bezcelowy obowiązek został spełniony.

Po psach się tutaj sprząta. Po koniach już nie...

Los Angeles. Westlake...

niedziela, 11 marca 2018

Budapeszt - grudzień 2017 (Węgry)

Długa i niewygodna droga z Wrocławia wiedzie nas do stolicy Węgier. PolskiBus nie należy do komfortowych przewoźników. I potwierdza to ta ponad 10-godzinna podróż między innymi przez słowackie bezdroża. Zaczynamy nasze przesilenie zimowe w Budapeszcie od gorącej kawy. Patrzę sennym wzrokiem na Baross tér jak dworzec kolejowy "Budapest Keleti" powoli wypełnia się podróżnymi.

Znikamy w starej żydowskiej dzielnicy. Zamknięte lokale i znudzeni międzynarodowi turyści. Synagogi i odrapane kamienice. Tak przechodzimy do centralnej części miasta Lipótváros. Bożonarodzeniowy jarmark kusi zapachami. Na Október 6. utca przez przypadek trafiamy do małego baru "Kisharang Étkezde" i dzięki temu próbujemy tradycyjne węgierskie jedzenie. Jest dobrze. Obiad popity pálinką zaczyna być właściwie trawiony.
Obchodzimy budynek parlamentu. Monumentalnie piękny i idealnie usytuowany w przestrzeni. A my zaczynamy być przytłaczająco zmęczeni. Chwilę spędzamy nad Dunajem i przechodząc przez Szabadság tér kierujemy się do naszego hotelu.

"Baross City Hotel" przy Baross tér jest naszym węgierskim domem przez trzy dni. Przyjemne miejsce z idealną lokalizacją. Duży i cichy pokój chroni nas przed zimnem. A całość dopełnia kompetentna obsługa i dobre śniadanie. Codziennie rano patrzymy jak chaotyczne ścieżki podróżnych znikają w podziemiach metra i na dworcu kolejowym "Budapest Keleti".

Podziemne okolice stacji metra.

Wielka Synagoga przy Dohány utca.

Przed bazyliką św. Stefana na Szent István tér odbywa się jarmark bożonarodzeniowy.

niedziela, 21 stycznia 2018

Sun Moon Lake - listopad 2017 (Tajwan)

Tajwańska Kolej Dużych Prędkości (Taiwan High Speed Rail) łączy Tajpej z Kaohsiung. Dobrze zorganizowane pociągi mkną z maksymalną prędkością 300 kilometrów na godzinę. Jednym z nich jedziemy do Taichung. Następnie wsiadamy do lokalnego autobusu i w okolicach południa jesteśmy nad Sun Moon Lake. Największe jezioro na Tajwanie oferuje wiele atrakcji. Wyciszenie w przyrodzie, świeżą herbatę z okolicznych plantacji, szlaki turystyczne wijące się w górach, rejsy łodziami, jazdę koleją gondolową, malownicze świątynie, centrum kulturalne tajwańskich aborygenów. My wybieramy wyciszenie z herbatą i krótką wędrówkę po górach.

"Sun Fog Hotel" znajduje się nad samym jeziorem (Zhongshan Road, centrum turystyczne Shuishe). Mieszkamy w budynku na śródziemnomorską nutę z wnętrzami w marynistycznych klimatach. Wyjątkowo przytulne miejsce z kojącym widokiem. Obsługa według rezerwacji mówi teoretycznie po angielsku. Ale to takie małe oszustwo, które chyba jest częste w usługach hotelarskich na Tajwanie. Bo wystarczy odrobina technologii by zrozumienie stało się rzeczywistością. Człowiek na recepcji z wielką wprawą odpala na smartfonie Tłumacza Google i zaczyna po chińsku mówić do urządzenia. Za chwilę już wszystko wiemy. Angielskie zdania płyną do nas głosem i tekstem. Kiedy okazuje się, że w naszym pokoju jest mrowisko, robimy podobną akcję. Nowy lokal dostajemy w mgnieniu oka.

Język angielski jest uniwersalną cienką linią, która łączy ludzi na całym świecie. Tutaj staje się to takie wyraziste. Kiedy ta linia zostaje przerwana, zaczyna się nieporozumienie. Na szczęście Tajwańczycy to otwarci ludzie. Wiele informacji jest uniwersalnych również w języku migowym. Obrazki też bywają pomocne, tak jak chińskie transkrypcje w przewodniku. No i w końcu jest technologia, która naprawdę zaczyna przynosić zaskakujące rezultaty. Bariera językowa zanika na naszych oczach. Ciekawe, co będzie następne.

Taichung THSR Station. Pociąg typu Shinkansen...

...seria 700T.

Sun Moon Lake. Świątynia Wenwu.

Sun Moon Lake...