poniedziałek, 22 lutego 2016

Bolonia, Wenecja - sierpień 2015 (Włochy)

Włochy to taki kraj, który trzeba zobaczyć. Możesz tu później nie wracać, ale musisz tu raz w życiu przyjechać. To stąd pochodzą liczne idee, które ukształtowały współczesną Europę. Kultura, architektura, prawo, religia... Niestety mam wrażenie, że obecne Włochy to wyblakłe imperium ideologii, które nie mają już żadnego znaczenia. Majaczą w mrokach dawnych wieków, bez wpływu na współczesny świat.
Nasz przyjazd do Italii ustawia jedno wydarzenie. Nie jest ono miłe, przez co już na starcie jesteśmy negatywnie nastawieni do zastanej rzeczywistości. Mimo to, staramy się nie patrzeć wstecz ze złością, lecz szukamy każdej pozytywnej chwili w trakcie naszej włoskiej przygody. Ale od początku...

Z Wrocławia do Bolonii (Bologna) lecimy liniami Ryanair. Na bolońskim lotnisku kupujemy bilety na komunikację miejską i po krótkim spacerze wsiadamy do autobusu. Jest wczesne popołudnie, a my przyzwyczajamy się do nowego otoczenia. Wkładamy dwie karty z paskiem magnetycznym do kasownika i siadamy na najbliższych wolnych miejscach. Jedziemy... W połowie drogi mamy kontrolę biletów. Powoli jesteśmy sprowadzani na ziemię... Młody człowiek z ponurą miną płynną angielszczyzną oświadcza nam, że płacimy mandat, ponieważ na biletach nie ma wybitej godziny i daty. Konsternacja... Ja mu mówię, że kasowałem bilety. On mi demonstruje, jak prawidłowo skasować bilet. Ja się pytam gdzie jest jakaś instrukcja. On ponownie opisuje, jak prawidłowo skasować bilet. No to ja się pytam, po co ten pasek magnetyczny na bilecie... Po to, by kasownik poinformował mnie, że źle włożyłem bilet - zapala się wówczas czerwona lampka (ja myślałem, że to blokada - głupi ja)... Następnie smutny młody człowiek pluje mi w twarz tekstem: "ja ci wierzę, ale tu nie ma wybitej godziny i daty, więc musisz zapłacić mandat". W międzyczasie wtrąca coś o przyjeździe policji. Kto wie, może oddziały specjalne też już są w gotowości. A ja mam wrażenie, że rozmawiam z terminatorem. Nie mamy wyjścia. Płacimy kartą (są na to przygotowani) 130 EUR za 2 osoby...

Wjazd na Port lotniczy "Bolonia".

Po przygodzie z biletem, żeby ochłonąć idziemy na krótki spacer po centrum Bolonii...



W Bolonii zatrzymujemy się w hotelu Best Western "Re Enzo" (via Santa Croce 26). Bardzo przyjemne miejsce ze smacznymi śniadaniami i uprzejmą obsługą. Blisko stąd do centrum i na wyśmienite piwo. Dosłownie za rogiem działa pub "BrewDog". To firmowy lokal rzemieślniczego browaru z Wielkiej Brytanii.

Pobyt w Bolonii upływa nam na kręceniu się po centrum. Bywa to czasem uciążliwe, ponieważ trafiamy na generalny remont dwóch ważnych ulic starego miasta - via Ugo Bassi i via Francesco Rizzoli. To prawie tak, jakby modernizowali nawierzchnię tutejszego rynku.
Stolica Emilii-Romanii nie oferuje zbyt wiele. Przynajmniej dla nas. Bardzo dobrze zachowane średniowieczne centrum można obejść bez ciśnienia w jeden dzień. Stare kościoły, wiekowy uniwersytet i kuchnia - tak można krótko scharakteryzować Bolonię. Poza tym nie ma tu nic wyjątkowego i ogólnie wieje nudą.

Bolonia. Fontanna Neptuna na piazza del Nettuno.

Bolonia. Przechadzamy się po centrum miasta...


Bolonia. Bazylika San Petronio (piazza Maggiore) była budowana w latach 1390 - 1663. Pierwotnie miała być większa od Bazyliki św. Piotra w Watykanie, lecz jej rozmach nie został w pełni zrealizowany.






Bazylika Santo Stefano (piazza Santo Stefano) to kompleks czterech (pierwotnie siedmiu) kościołów. Znajduje się tu najstarsza świątynia Bolonii - Santi Vitale e Agricola z IV wieku. Jedno z ciekawszych miejsc w tym mieście.

Bolonia. Piazza di Porta Ravegnana. "Dwie Wieże" - wyższa to Asinelli (97 metrów), niższa i niepokojąco przechylona to Garisenda (48 metrów). Obie pochodzą z XII wieku. W średniowieczu było tu ponad 100 takich wież.

Asinelli służy obecnie jako wieża widokowa (wstęp 3 EUR/os.). Panorama Bolonii widziana z jej szczytu robi wrażenie...








Bolonia. Zwiedzając Włochy nie musimy martwić się o wodę. Wystarczy mieć przy sobie butelkę, którą można napełniać w różnych poidełkach. Są one ogólnodostępne i występują z dość dużą częstotliwością w całym kraju.

Bolonia. Fontanna Neptuna na piazza del Nettuno.

Polski akcent w Bolonii.







Pub "BrewDog" (via San Valentino). Oprócz swoich własnych wyrobów, serwują tu również gościnne produkty. Dla piwnego smakosza obowiązkowe miejsce na mapie Bolonii.

Pub "BrewDog" - wnętrze.

Pub "BrewDog" - na zewnątrz.

Bolonia. Hotel Best Western "Re Enzo" - wejście.

Hotel Best Western "Re Enzo" - nasz pokój.

Hotel Best Western "Re Enzo" - nasza łazienka.


Bolonia nas rozczarowała. Na szczęście blisko stąd jest Wenecja (Venezia). Do miasta kanałów jedziemy na jeden dzień. Żałujemy, że nie na dłużej. Ale o tym za chwilę. Z Bolonii do Wenecji (i z powrotem) podróżujemy pociągiem (2 godziny w jedną stronę). Na weneckim dworcu wysiadamy po godzinie 12:00. Zaczyna się nasza jaśniejsza część podróży...

Bolonia. Dworzec kolejowy "Bologna Centrale" (piazza delle Medaglie D'Oro). 2 sierpnia 1980 roku włoscy neofaszyści przeprowadzili w tym miejscu zamach bombowy, w którym zginęło 85 osób.

Wnętrze dworca kolejowego "Bologna Centrale". Bilety do Wenecji kupujemy w automacie. Jest to wygodne rozwiązanie, bo nie trzeba stać w kolejce do kasy.

Dworzec kolejowy "Bologna Centrale". Nasz pociąg do Wenecji. Przed zajęciem miejsca w wagonie należy pamiętać o skasowaniu biletu. Służą do tego kasowniki znajdujące się przed wejściem na perony.

Wnętrze wagonu Trenitalia - głównego włoskiego przewoźnika. Tutejsze pociągi są punktualnie i czyste.


Wenecja wita nas południowym słońcem, które delikatnie wydobywa kolory otoczenia. Zaraz po wyjściu z dworca kolejowego "Venezia Santa Lucia", od razu zaczynamy wsiąkać w to miasto. Przeciskamy się wąskimi uliczkami wśród tłumów turystów, którzy zjechali tu z całego świata. Legiony stłoczonych ludzi robi z twojego mózgu ciasto. Po jakimś czasie bezmyślnie przyzwyczajasz się do tego i zamieniasz w turystyczne zombie. I to jest sposób na Wenecję. Bo Wenecja to piękne miasto. Perła architektoniczna, gdzie na każdym kroku czai się kawałek historii. Oczywiście można znaleźć zaciszne miejsca, jednakże jest ich tu niewiele. Zazwyczaj są to małe klaustrofobiczne przestrzenie, przytłoczone sypiącymi się budynkami. Pewnie kiedyś to wszystko zatonie w morzu i wówczas zostaną nam tylko wspomnienia. Więc dbajmy o to, żeby to były dobre wspomnienia.

Włochy to drogi kraj. Trochę nas to zaskoczyło. A Wenecja rzekomo miała bić wszelkie rekordy drożyzny. Tak nie było. Ceny są porównywalne do bolońskich. Jak ktoś ma talent do przepłacania, to i tak przepłaci. Szczególnie za jedzenie. Chociaż we Włoszech nie jest to problemem, bo tu jedzenie jest po prostu drogie.

Wenecja. Dworzec kolejowy "Venezia Santa Lucia".

Wenecja okazała się ciekawszym miastem niż Bolonia. Dlatego żałujemy, że od niej nie zaczęliśmy naszej podróży po Włoszech. Oczywiście jeden dzień też wystarczy na poznanie jej głównych atrakcji. Ale spacerując po mieście kanałów nie chciało nam się wracać do stolicy Emilii-Romanii.

Wenecję zwiedzamy na piechotę. Nie odczuwamy potrzeby skorzystania z transportu wodnego. To jest małe miasto i jak ci się nie spieszy, to wszędzie bez większego wysiłku dojdziesz na nogach. Natomiast pewne jest, że gdyby nasz pobyt tutaj był dłuższy, to wówczas jakiś rejs łodzią doszedłby do skutku.

Wenecja. Z dworca kolejowego "Venezia Santa Lucia" idziemy w stronę placu św. Marka...





Wenecja. Plac św. Marka. Bazylika św. Marka została ukończona w 1094 roku, ale jeszcze przez kilka następnych stuleci była przebudowywana i upiększana. My oczywiście trafiamy na remont fragmentu jej fasady, więc odpuszczamy sobie bliższe oglądanie tej świątyni.

Wenecja. Podcienia budynków na placu św. Marka.

Wenecja. Plac św. Marka...


Wenecja. Most Westchnień (1614 rok). Kręcimy się po okolicy placu św. Marka...



Wenecja. Pałac Dożów był wielokrotnie przebudowywany i ciężko określić jego wiek. Zresztą tyczy się to większości zabytkowych budynków we Włoszech.


Wenecja. Kościół San Giorgio Maggiore (1610 rok).

Wenecja. Most Westchnień.


Wenecja. Powoli opuszczamy okolice placu św. Marka i niespiesznie kierujemy się w drogę powrotną...











Wracamy do Bolonii. Wieczór spędzamy w pubie "BrewDog". Następny dzień jest naszym ostatnim w Bolonii. Snujemy się po centrum miasta, próbując wypełnić czymś upływające sennie chwile. Gdy nastaje wczesny wieczór, wchodzimy na dworzec autobusowy (stazione autolinee)... I dopada nas lekkie zmieszanie, bo mamy wrażenie, że przeniosło nas w czasie do starej zapuszczonej Europy Wschodniej. Tandetne kioski, pozamykane kasy, nikt nic nie wie. Przez chwilę zastanawiamy się czy to ten dworzec... Okazuje się, że tak - to ten dworzec. Przed 20:00 zajmujemy miejsca w autobusie do Florencji. Naszym przewoźnikiem jest Megabus - tania międzynarodowa linia:

megabus.com

Podróż jest bezproblemowa i punktualna. Po wyglądzie dworca nie spodziewaliśmy się tego, więc jesteśmy pozytywnie zaskoczeni.

Bolonia. Ostatni dzień w tym mieście zaczynamy od zwiedzania Archiginnasio (piazza Galvani). Jest to jeden z najważniejszych budynków Uniwersytetu Bolońskiego...

...Gmach Archiginnasio powstał w 1565 roku...

...Mieści się tu m.in. Teatro Anatomico, czyli sala sekcyjna z 1637 roku (wstęp 3 EUR/os.).

Bolonia. Budynek Archiginnasio.

Bolonia. Grobowce na piazza San Domenico...


Bolonia. Park Montagnola. Spędzamy tu trochę czasu przed wyjazdem do Florencji.

Bolonia. Piazza XX Settembre.

Boloński dworzec autobusowy znajduje się przy piazza XX Settembre.

Bolonia. Wnętrze dworca autobusowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz