środa, 1 maja 2013

Puerto Escondido - luty 2013 (Meksyk)

Po długiej, krętej i nieprzespanej nocy dotarliśmy do Puerto Escondido. Za nami 7 godzin jazdy nieprzewidywalnym busem. Wysiadamy gdzieś w centrum miasta. Jest 6:00 rano, ale dookoła panuje ciemność. Na świt czekamy w poczekalni tutejszego dworca autobusowego ADO. Nasza pora przyjazdu okazuje się trochę niefortunna. Zmęczeni, chcemy jak najszybciej dostać się do naszego hostelu, ale to nie takie proste. Brak numerów na budynkach i niewiedza mieszkańców - to główne przyczyny naszego błądzenia.
Okazuje się, że "Hostel Monte Cassino" leży w bardzo charakterystycznym miejscu: jest to plac, gdzie stoi budka z Informacją Turystyczną oraz znajduje się mały posterunek Policji. Na domiar dobrego, z tego placu wychodzi się na główną miejską plażę... Pomroczność umysłowa tego ranka dopadła każdego... Ale tak czasem bywa.
"Hostel Monte Cassino" (ulica Alfonso Peréz Gazga 609-A) prowadzony jest przez włoskich właścicieli. W końcu nazwa do czegoś zobowiązuje... Mam bardzo pozytywne wspomnienia z pobytu w tym hostelu. Przyjaźnie nastawieni właściciele, pomocna i kompetentna obsługa - z tym będzie mi się kojarzyło to miejsce. Czyste pokoje z łazienkami również wprawiały w dobry nastrój.
Puerto Escondido poznajemy głównie wzdłuż linii brzegowej. Dlatego zbyt wiele o tym miejscu nie mogę napisać. Jesteśmy tutaj by podziwiać Ocean Spokojny. Ma się w głowie respekt do takiego ogromu wody, który znajduje się gdzieś przed tobą i masz świadomość, że nie wiesz gdzie jest koniec.
Samo miasto sprawia wrażenie przyjaznego kurortu, gdzie głównie wypoczywają Meksykanie. Spokojna zabudowa wtapia się w łagodnie pofalowane wybrzeże. Skalne urwiska sąsiadują z długimi piaszczystymi plażami, a odbywające się tam międzynarodowe zawody surfingowe (plaża "Zicatela") dodają temu miejscu kolorytu. Nie ma tu strzelistych wypacykowanych hoteli, wchodzących z basenami do morza. Dzięki temu nie jesteśmy przytłoczeni zblazowaną atmosferą, zazwyczaj panującą w wielkich bogatych kurortach.
Nasz pobyt w Puerto Escondido trwa dwa dni. Ładujemy akumulatory przed wyjazdem w dalszą drogę. Zaliczamy kąpiel w Oceanie Spokojnym, spacer wzdłuż skalistego wybrzeża i zachód słońca. W przyszłości chciałbym tu przyjechać na dłużej... Tak po prostu...

Port miejski w Puerto Escondido. Nie jest on pokaźnych rozmiarów.


Spacer wzdłuż skalistego wybrzeża...



"Hostel Monte Cassino" - nasz pokój.

Wzdłuż ulicy Alfonso Peréz Gazga, która wieczorami zmienia się w deptak, znajdują się restauracje na różną kieszeń. Z ich tarasów często mamy widok na ocean.

Plaża "Zicatela", a właściwie jej początek.

Kąpiel w takim miejscu to obowiązek. Mimo że to nie jest mój ulubiony sposób spędzania wolnego czasu na wyjazdach, nie mogłem sobie tego odmówić.




Ulica Alfonso Peréz Gazga wieczorową porą.

Ulica Alfonso Peréz Gazga. Plac z Informacją Turystyczną i małym posterunkiem Policji.

"Hostel Monte Cassino" - na zewnątrz.

Plaża "Carrizalillo".


Spacer (numer dwa) wzdłuż skalistego wybrzeża...



Ruszamy dalej... Dwa dni i jedna noc w Puerto Escondido za nami. Późne popołudnie, dworzec autobusowy ADO. Czeka nas około 13 godzin jazdy. Tym razem nasza podróż odbywa się autobusem I klasy. I tutaj kolejne spostrzeżenie dotyczące przemieszczania się po Meksyku: W pojazdach, gdzie działa klimatyzacja, trzeba mieć ciepłe ubranie. Bo czasami chłód jest zabójczy.

Nasz następny przystanek to San Cristóbal de las Casas. Jedno z najpiękniejszych miast Meksyku... Zobaczymy...

"Hostel Monte Cassino" - na tarasie.

Dworzec autobusowy ADO w Puerto Escondido.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz