niedziela, 17 grudnia 2017

Tajpej - listopad 2017 (Tajwan)

Długa droga na drugi koniec świata. 31 godzin w dwóch pociągach i trzech samolotach. Dwa obiady, 6 języków i kilka stref czasowych. Gdzieś nad Rosją pomagamy kobiecie z Peru wypełnić druk imigracyjny na wjazd do Hongkongu. Nigdy nie myślałem, że znajomość hiszpańskiego przyda się w podróży do Azji. Na międzynarodowym lotnisku "Taiwan Taoyuan" czeka na nas długa kolejka do kontroli paszportowej. Stoi z nami starszy Amerykanin. Zaczyna mówić... I tak mówi przez całą drogę do stanowiska imigracyjnego. Dowiadujemy się, że to najdłuższa kolejka na świecie, że USA to prawie samo zło i że przyleciał na Tajwan do swojej żony. Jest to bardzo interesująca rozmowa i wyjątkowo produktywnie upływa nam czas.
Metro z lotniska zawozi nas na "Taipei Main Station". Stąd jesteśmy wyprowadzeni na właściwą drogę do naszego hostelu przez sympatyczną młodą parę Tajwańczyków. Zaczepili nas, bo zobaczyli, że patrzymy na mapę okolicy. To zaczyna być tradycją. Chcąc nie chcąc zwracamy na siebie uwagę, a mieszkańcy Tajwanu szybko reagują na nasze zawahania. Nawet wtedy, kiedy nie tego nie potrzebujemy. To jest trochę niesamowite, ponieważ nie doświadczyliśmy podobnych rzeczy w takiej skali w żadnym innym kraju.

"StarBox Hostel" przy Nanjing West Road nie jest wymarzonym miejscem do nocowania w Tajpej. Dostajemy pokój bez okna, w którym przez cały pobyt unosi się uciążliwa wilgoć. Plusem tego noclegu jest lokalizacja. Na wyciągnięcie ręki mamy wiele sklepów i barów oraz nocny targ za rogiem.
To właśnie nocny targ jest naszym pierwszym prawdziwym tajwańskim doświadczeniem. Kojące zapachy i zniewalający smród. Jesteśmy głodni, więc znikamy wśród straganów z jedzeniem. Powoli poznajemy smaki tutejszej kuchni.

Port lotniczy "Hongkong" (Hong Kong International Airport).

Tajpej. Ningxia Road. Nocny targ "Ningxia"...





Poranny spacer na Liberty Square. Ogromna przestrzeń otoczona murem i pasem zieleni. Teatr Narodowy i Narodowa Sala Koncertowa, a nad wszystkim góruje Narodowa Hala Pamięci Czang Kaj-szeka. Tutaj łapie nas prawdziwy deszcz. Do tej pory była tylko mżawka i wiosenne kropienie. Powietrze ma powyżej 20°C, a te opady delikatnie obniżają odczuwaną temperaturę i powodują przyjemne chłodzenie.
Ruszamy na poszukiwanie obiadu. Nasze polskie pochodzenie wzbudza duże zainteresowanie w barze, do którego trafiamy. Powoli staje się jasne, że niewielu Polaków podróżuje w te rejony Azji, a to bardzo mocno motywuje do bycia pozytywnymi przedstawicielami naszego kraju. Tym bardziej, że wiedza o Polsce wśród Tajwańczyków jest żadna lub śladowa.

Wsiadamy do metra. Komunikacja miejska w Tajpej jest bardzo dobrze zorganizowana i prosta w użyciu. Nie ma problemu z zakupem biletów i znalezieniem odpowiedniego kierunku jazdy. Podziemną koleją jedziemy na wieczorną wspinaczkę. Naszym celem jest Elephant Mountain. Oświetlonymi stromymi schodami wchodzimy otoczeni gęstą ścianą roślinności. Co chwilę mijamy podobnych do nas ludzi spragnionych niepowtarzalnych widoków. Mamy szczęście. Podobno panorama Tajpej w takich okolicznościach pogodowych zdarza się bardzo rzadko. Dowiadujemy się tego od starszego mieszkańca miasta, który zasypuje nas wieloma przydatnymi informacjami. Między innymi gdzie możemy poznać prawdziwą tajwańską kuchnię.
Gdy on znika w ciemnościach, na jego miejscu pojawia się młody chłopak. W groteskowy sposób opowiada nam o kolorach tęczy, które symbolizują dni tygodnia. Jest to krótka opowieść. Następnie rozbawiony rozpływa się w powietrzu.



Tajpej. "Taipei Main Station" - stacja metra Taoyuan Airport MRT. Linia ta łączy stolicę Tajwanu z portem lotniczym "Taiwan Taoyuan".




Tajpej. Liberty Square. Główna brama kompleksu.

Tajpej. Liberty Square. Po lewej Teatr Narodowy, a po prawej Narodowa Sala Koncertowa.

Tajpej. Liberty Square. Narodowa Hala Pamięci Czang Kaj-szeka i znajdujący się tam jego pomnik z brązu.

Tajpej. Liberty Square. Narodowa Hala Pamięci Czang Kaj-szeka. Zmiana warty.

Tajpej. Liberty Square. Główna brama kompleksu. W oddali widoczna Narodowa Hala Pamięci Czang Kaj-szeka, która w czasie naszej wizyty ma remontowaną elewację.


Tajpej. Stacja metra...



Tajpej. Panorama miasta widziana z Elephant Mountain. Wieżowiec "Taipei 101" spowity mgłą.

Tajpej. Xinyi District. Widok z Elephant Mountain. Wieżowiec "Taipei 101" (po lewej) do 2010 roku był najwyższym budynkiem na świecie.


National Palace Museum to najsłynniejsze muzeum na Tajwanie. Znajdują się tu głównie eksponaty wywiezione na przełomie 1948 i 1949 roku z Pekinu przez ludzi Czang Kaj-szeka. Jest to największa i najsłynniejsza na świecie kolekcja chińskiej sztuki. Jedno z najcenniejszych dzieł to "Jadeitowa Kapusta" - kamienna rzeźba, która wygląda jak prawdziwa roślina. Jak nie przepadam za tego typu sztuką, to ta rzecz zrobiła na mnie duże wrażenie.

Dzień kończymy w małym pubie "BeerAmmo" (Nanjing West Road). Jest tu duży wybór rzemieślniczych piw z Europy. Trochę szkoda. Okazuje się, że obsługujący nas barman nie przepada za tajwańskimi kraftami. Nawet nie wie co ma w tym temacie na półce. Woli belgijskie, które zajmują mu prawie wszystkie ekspozycyjne regały. To co my bierzemy do degustacji jest bardzo dobre. Oczywiście tajwańskie. Dziwny człowiek. Co prawda piwny kraft na Tajwanie nie jest popularny, ale ma na pewno swoich mocnych przedstawicieli. Bardzo nieprofesjonalna niewiedza w takim miejscu.

Tajpej. National Palace Museum. Rzeźba "Jadeitowa Kapusta" z XIX wieku.

Tajpej. National Palace Museum znajduje się przy Zhishan Road.




"Taipei Main Station" - główny dworzec kolejowy Tajpej...


Zupa makaronowa, którą je się pałeczkami i łyżką. Ciężki temat. Moje dłonie nie przystosowały się do chińskich sztućców. Dwa tygodnie prób i wciąż totalna amatorka. W jakimś barze patrząc na to, co się dzieje z moim jedzeniem, kelnerka z politowaniem wygrzebała dla mnie jakiś widelec.


Tajpej. Pub "BeerAmmo" i tajwański żytni porter.

Tajpej. Ningxia Road. Nocny targ "Ningxia"...


Perony "Taipei Main Station" znajdują się pod ziemią. Na jakiś czas opuszczamy Tajpej, by zobaczyć trochę inny Tajwan (napiszę o tym w osobnych relacjach). A tymczasem po naszym powrocie...


Bezdomni, dziwki i święci. Tak można opisać miejsce, które jest naszym domem przez ostatnie dni na Tajwanie. Mamy okno hotelowe, które wychodzi na świątynię Longshan. Została oddana do użytku w 1738 roku i to czyni ją najstarszą w Tajpej. Odbywają się w niej ceremonie trzech religii: buddyzmu, taoizmu i konfucjanizmu. W każdy poranek budzi nas głośny śpiew wiernych. I mimo ogromnej ilości pielgrzymek oraz turystycznych gapiów, właśnie te poranne chwile nadają temu miejscu niezwykle uduchowiony klimat. Natomiast jej okolica należy do ciemnej strony miasta. Przed świątynią znajduje się duży skwer, na którym przesiadują bezdomni i przechadzają się prostytutki. A po okolicznych ulicach krąży różnego rodzaju patologia. Do tego pobliski nocny targ oferuje wiele specyficznych atrakcji - egzotyczne dania, podróbki różnych marek, kiczowate sceniczne występy itp.

Przez trzy ostatnie dni na Tajwanie przyglądamy się wielu obliczom Tajpej. Zaliczamy różne stany świadomości tego miasta. Widzimy twarze nowoczesne, tradycyjne, ciemne i jasne. Podsumowujące zwieńczenie naszej podróży po tym małym azjatyckim kraju.
Grające śmieciarki i ludzie w pogoni z workami śmieci. To nie jest dziwny widok. Tutaj śmietnika na ulicy trudno się doszukać. A mimo to jest raczej czysto. Może to dlatego, że za jedzenie, picie, żucie gumy i palenie w metrze grożą wysokie kary? Ale za to toalety są na każdym kroku. W najdziwniejszych miejscach i wszędzie za darmo. Prawie zawsze czyste i w pełni wyposażone. Śmieci często nosimy w plecakach, mocz w pęcherzu - nigdy.
Skutery służą do przewożenia wszystkiego i wszędzie. Meble, dzieci, zwierzęta, jedzenie. Jest ich niewyobrażalna ilość. Mają własne drogi i wydzielone pasy. Z przepisami u nich różnie, dlatego trzeba na nie uważać. Jeżdżą nimi wszyscy - urzędnicy, policja i pozostałe zawody świata. Są często irytujący, ale wydaje mi się, że dzięki nim jest mniej korków na ulicach.

Produkty żywnościowe na Tajwanie to temat rzeka. Tu jest wszystko. Trochę obrzydliwości i smaki łechtające podniebienie. Dwie skrajności: stinky tofu i bubble tea. My jemy główne dania z ryżem lub zupy makaronowe. Te drugie bardziej mi przypadły do gustu. Są wyjątkowo sycące i smaczne. Czasem zdarzają się nam różnego rodzaju "pierogi" (dumplings) - bardzo charakterystyczne danie tajwańskiej kuchni. No i dużo deserowych przekąsek. Głównie na herbacie i mleku. To tutejszy narodowy miks. Kombinacji jest mnóstwo, więc odsyłam do publikacji branżowych.
Problem z jedzeniem jest taki, że wiele z tego co można kupić w sklepach ma dużo chemikaliów. Cała tablica Mendelejewa. Tylko że nie znając chińskiego, ciężko wybrać coś sensownego. Wszystkie opisy na produktach są w tym języku. Więc kupujesz na własną odpowiedzialność.

Tajwańczycy są niesamowicie otwarci i pomocni. Bariera językowa nie stanowi problemu i zawsze dochodzi do większego lub mniejszego porozumienia. Tylko też trzeba być otwartym. To jest specyficzny naród, który ma swoje czasem dziwne zasady, przyzwyczajenia, rytuały. Nie wszystko jest oczywiste i wiele trzeba się nauczyć, chcąc przebywać wśród tutejszej społeczności. A ona jest bardzo zaskoczona i zaciekawiona, kiedy dowiaduje się, że jesteśmy z Polski. Przez dwa tygodnie nie spotkaliśmy nikogo z naszego kraju. To się nam nigdy nie zdarzyło w innym państwie.

Dwie rzeczy są dla mnie nie do przejścia: jedzenie pałeczkami i pismo. Moje ręce nie ogarniają takich sztućców, tak jak umysł nie ogarnia tych znaków. Pałeczki można zastąpić widelcem, ale czym zastąpić znajomość pisma? Tłumaczenia elektroniczne nie dają rady. To jest niepodobne do niczego. Jak z innej planety. Przez cały pobyt nie przyswoiłem żadnego znaku. Totalny opór mózgu na zdobycie wiedzy w tym temacie.

Tajpej. "Taipei Zoo" znajduje się w dzielnicy Wenshan. Na zdjęciu ziewający koala australijski...

...panda wielka podczas posiłku...

...przewrócony makak tajwański.

Tajpej. Maokong Gondola - kolej gondolowa na górzysty obszar zwany Maokong...

...Niektóre wagoniki posiadają przeźroczystą podłogę. Cała trasa ma ponad 4 kilometry i 4 stacje.

Tajpej. Na terenie Maokong dawniej uprawiano herbatę. Obecnie pozostało tu wiele pamiątek po tej działalności (małe zasiewy, herbaciarnie), natomiast okoliczne wzgórza wykorzystywane są do rekreacji (szlaki turystyczne).

Tajpej. Wieżowiec "Taipei 101" (Xinyi Road) ma 509 metrów i 20 centymetrów wysokości.




Stinky tofu - zapach, który powoduje ból. Smak pozbawiony większych emocji, ale rozumiem jadalność tego produktu.

Tajpej. Ningxia Road. Nocny targ "Ningxia".

Tajpej. Fragment świątyni Longshan. Widok z hotelu "Longshan Inn" (Xiyuan Road). Na nocleg w tym miejscu nie można narzekać. Czyste pokoje, miły personel i takie wizualizacje za oknem.


Tajpej. Świątynia Longshan (Guangzhou Street)...



A tymczasem na ulicach Tajpej.

Tajpej. Wieżowiec "Taipei 101".

Tajpej. Pub browaru Zhang Men (Yongkang Street). Mocny przedstawiciel tajwańskiego kraftu. Duży wybór piw z kija.

Tajpej. Liberty Square. Teatr Narodowy.

Tajpej. Liberty Square.


Tajpej. Pozostałości po japońskiej infrastrukturze miejskiej przy Zhonghua Road. Tajwan znajdował się pod rządami Japonii w latach 1895 - 1945.




Port lotniczy "Taiwan Taoyuan" (Taiwan Taoyuan International Airport). Oczekiwanie na lot powrotny do Europy.

Port lotniczy "Taiwan Taoyuan". Kabiny modlitewne.

Port lotniczy "Amsterdam Schiphol" (Amsterdam Airport Schiphol). Jeden samolot nad Azją i jesteśmy w Holandii. Stąd szybki przelot do niemieckiego Drezna i po chwili siedzimy w pociągu do Polski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz