niedziela, 12 marca 2017

Figueres, Girona, 22-26 lutego 2017 (Hiszpania)

Surrealizm w Figueres to przede wszystkim Teatro-Museo Dalí. Wielkie atomowe jaja i złote manekiny. Salvador Dalí miał wyjątkową wyobraźnię i dar do jej urzeczywistniania. Obok jego dzieł nie można przejść obojętnie. Zachwyt, obrzydzenie, ciekawość i strach. Może się nie podobać, ale na pewno budzi respekt.

Poza tym miasto Figueres to wąskie uliczki, starszawe budynki i wyjście na przedmieścia. Bije stąd lekka przeciętność. Muzeum i twierdza to obiekty na jeden długi dzień. Potem można się stąd oddalić. Na przykład do Girony... Ale najpierw...

Figueres. Teatro-Museo Dalí...



Figueres. Pomnik Narciso Monturiol. Był on konstruktorem pierwszej łodzi podwodnej z napędem w obiegu zamkniętym (niezależnym od powietrza atmosferycznego).



Figueres. Teatro-Museo Dalí...


Figueres. Romański kościół San Pedro.


Katalonia to państwo w państwie. Mocno zaznacza swoją inność. Wydaje się, że język hiszpański jest spychany na margines, jednocześnie wciąż jeszcze funkcjonuje w strefie publicznej. Chociaż w niektórych miejscach mamy problem z komunikacją i zrozumieniem.

Dziś rano w Figueres wiatr wieje mocno. Zabrał wodę z łazienki i spowodował upadek pod prysznicem. Fioletowe palce u stóp są jak twórczość Salvadora Dalí - niepokojące. Jednakże ból pozwala mi zobaczyć twierdzę Sant Ferran (Castillo de San Fernando). Tak oto wygrywamy z wiatrem. A widoki rekompensują niedogodności.

Figueres. Twierdza Sant Ferran...





Widok z twierdzy Sant Ferran.


Pociąg do Girony odjeżdża w ostatniej chwili. Pół godziny i jesteśmy w jednym z zamożniejszych miast Hiszpanii. Teoretycznie Hiszpanii. Wiele okien ma tu barwy Katalonii. Taki mentalny stan wojenny. Pełni ciekawości powoli wchodzimy w tą przestrzeń. Początek jest obiecujący...

Wąskie uliczki średniowiecznych miast mogą po pewnym czasie się znudzić. Ile starych miejscowości oferuje tego typu atrakcje? Mnóstwo. Ale są pewne miejsca, które posiadają swoistą magię. Zaistniała w dalekiej przeszłości i utrwaliła się w przestrzeni miejskiej. Wyczuwam to, gdy chodzę pomiędzy murami miejskimi a rzeką OñarGirona posiada tę magię. Ciche historie kroczą za tobą po brukowanych ulicach. Szepty przeszłości na pastelowych fasadach nucą legendy zapomniane. Raz w życiu trzeba tu przyjechać.

Girona. Centrum miasta nad rzeką Oñar.

Girona. Ten czerwony most to Puente de Hierro. Został zaprojektowany przez pracownię Gustave'a Eiffela. Natomiast powyżej widać gotycką katedrę (Catedral de Santa María de Gerona).



Girona. Katedra (Catedral de Santa María de Gerona). Posiada ona jedną nawę o największej rozpiętości na świecie (architektura gotyku).


Girona. Wieża kościoła Sant Feliu (Iglesia de San Félix). Ten ścięty czubek to efekt uderzenia pioruna w 1581 roku.

Zakamarki Girony...






Girona. Mury obronne otaczają całe stare miasto. Są traktem spacerowym z widokami na okolice.

Girona. Katedra.

Girona. Panorama miasta.

Girona. Wieża kościoła Sant Feliu, katedra i budynki nad rzeką Oñar.







Girona. El Puente de Hierro.


Piwna rewolucja jest widoczna w Gironie. Może nie w sklepach, ale na pewno w knajpach. Odwiedzamy dwie. "B-12" jest lewicowym lokalem mocno zaangażowanym politycznie. Przynajmniej widać to na ścianach. Po klientach już raczej nie. Może dlatego, że jest tu naprawdę duży wybór katalońskich rzemieślniczych piw. W "El Primer Glop de Cervesa" już takiego wyboru nie ma, ale jest fajny rockowy klimat. Miejscowy złoty trunek smakuje dobrze, jednak bez jakiś ekstra doznań. Zresztą, tego jest tak dużo, że pewnie są tu gdzieś wybitne smaki. Lecz potrzeba więcej czasu, aby wszystkiego spróbować.

Niedziela. Południe. Obiad przed odlotem do Wrocławia. Jakiś chiński bar na uboczu miasta. Zajadamy się "Menú del día". Nagle do baru wchodzi dwóch panów o aparycji zniszczonego pracownika budowy. Pierwszy ledwo trzyma się na nogach i coś tam bulgocze pod nosem po hiszpańsku. Drugi trzyma się lepiej (wygląda na bardziej doświadczonego czasem). Siadają za nami. Na początek zamawiają wino. Następnie jakieś dania obiadowe: kalmary, kurczak itp. Kulturalnie sączą czerwone procenty z lodem i pochłaniają ze smakiem iberyjskie specjały. Rzeka życia płynie dalej...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz