wtorek, 29 marca 2016

Sztokholm, 28 marca 2016 (Szwecja)

Wielkość Sztokholmu zachęca do spacerów. My to robimy już trzeci dzień. Robi się coraz cieplej i słoneczniej. Chociaż drugiego dnia przeszyło nas zimno do kości, to wczoraj słońce rozgrzało nasze twarze do czerwoności. Chyba mam lekki udar... Ale tak naprawdę zima w Szwecji oficjalnie kończy się w kwietniu. To nie jest klimat przyjazny dla mnie.

Sztokholm to wyjątkowo funkcjonalne miasto. W latach 60. ubiegłego wieku wyburzono dużą część zabytkowych budynków śródmieścia i zastąpiono je nową zabudową, która spełniała oczekiwania współczesności. Oczywiście nie obyło się bez protestów. Ale dzięki temu nie ma tu już mieszkań ze wspólnymi toaletami i łazienkami na klatkach schodowych - co jest bolączką wielu polskich miast.
Przyjazna wydaje się również komunikacja miejska Sztokholmu. Nie zauważyłem jakiś większych zatorów aut w centrum. Jednakże metro jakoś dziwnie rzadko jeździ. Może dlatego, że są to Święta Wielkanocne. Ale Szwedzi za bardzo nie świętują. Większość centrów handlowych i innych tego typu miejsc jest normalnie otwarta.
Drugą połowę ostatniego dnia w stolicy Szwecji spędzamy właśnie w podziemnej kolei. Nieoficjalnie jest to najdłuższa galeria sztuki na świecie. Chyba każda stacja próbuje być dziełem sztuki, ale różnie z tym bywa. Chociaż są tu miejsca, które na dłużej zapadają w pamięci i oddziałują silniej na twoje zmysły.
Dużym problemem w odbiorze tej sztuki jest momentami nieciekawa atmosfera społeczna. Dzisiaj nie czuję się zawsze bezpiecznie. Im dalej od centrum, tym mam wrażenie, że opuściłem Skandynawię i znalazłem się w jakimś kraju arabskim. Są miejsca gdzie jesteśmy jedynymi osobami, które mówią europejskim językiem. Dziwne zachowanie ludzi o bliskowschodnim wyglądzie sprawia, że mamy oczy dookoła głowy. Ponure twarze, nerwowe gesty, ciągłe załatwianie jakiś spraw przez telefon podniesionym głosem...

Niby wszystko jest w porządku. Miasto funkcjonuje w swojej codzienności. Czas płynie, mieszkańcy spełniają się w swoim życiu. Może to surowy skandynawski klimat powoduje to napięcie i zdystansowanie. Ale gdy co chwilę słyszysz język arabski, a osoby dookoła ciebie przestają przypominać potomków wikingów, to zaczynam się zastanawiać, kiedy Szwecja całkowicie straci swoją tożsamość.

Dzielnica Norrmalm.

Ogrody Królewskie...

poniedziałek, 28 marca 2016

Sztokholm, 26-27 marca 2016 (Szwecja)

Lądujemy na lotnisku "Stockholm Skavsta" w okolicach południa. Autobus Flygbussarna wiezie nas 1 godzinę i 20 minut do centrum Sztokholmu (Stockholm). Krótki spacer i jesteśmy w hotelu "Micro" (Tegnérlunden 8). Nasz pokój znajduje się na poziomie -1 i nie posiada okna. Trochę czujemy się klaustrofobicznie - jak pod pokładem na statku. Ale ogólnie to przyjemne miejsce i wyjątkowo czyste.

Popołudniowy spacer prowadzi nas do ratusza i na wyspę Riddarholmen. Pierwsze wrażenia... Sztokholm to ładne miasto. Nowoczesne z tradycją w tle. Mimo nieprzyjaznej marcowej aury, daje pozytywne odczucia. Lecz bledną one gdy zaczynamy bliżej przyglądać się tutejszej społeczności. Może to podświadomy wpływ przekazów medialnych, ale nie do końca czujemy się bezpieczni. Emigracja z krajów islamskich mocno się wyróżnia na tutejszych ulicach. Jej ostentacyjny sposób bycia wyjątkowo niefajnie wzbudza irytację. Mam nieodparte wrażenie, że odbywają się tu jakieś mroczne przygotowania. Dziwnie mi się to pisze już po pierwszym dniu pobytu w stolicy Szwecji.

Port lotniczy "Stockholm Skavsta". Do Szwecji lecimy z Wrocławia liniami Wizz Air.

Port lotniczy "Stockholm Skavsta".

"Cityterminalen" - Centralny Dworzec Autobusowy Sztokholmu.

Hotel "Micro" - nasz pokój.

poniedziałek, 7 marca 2016

Rzym - sierpień 2015 (Włochy)

Trzy i pół godziny - tyle trwa nasza podróż z Florencji do Rzymu. Megabus trzyma się swoich czasów, więc plotki o niepunktualnych włoskich autobusach na razie się nie sprawdzają. W stolicy Włoch jesteśmy w okolicach 18:30. Trasę kończymy na dworcu "Roma Tiburtina" (piazzale Mazzoni).
Rzymskie noce spędzamy w "La Cornice B&B" (via Aurelia 465). To taki mały pensjonat zrobiony z apartamentu w kilkupiętrowym budynku. Przyjemne miejsce prowadzone przez sympatyczną panią. W okolicy jest wiele sklepów, barów i kawiarni oraz stacja metra "Cornelia". Mankamentem tego miejsca jest ogromny hałas ruchu ulicznego. Trwa on przez całą dobę, więc spanie przy otwartym oknie jest wyjątkowo nieprzyjemne.

Zaczynamy zdobywać Rzym (Roma). Wskakujemy do metra i po chwili jesteśmy na placu św. Piotra. Oto Watykan (Città del Vaticano) - najmniejsze państwo świata. W kolejce do Bazyliki Świętego Piotra stoimy ponad godzinę. Robimy dokładnie 360 stopni wokół placu i po kontroli bezpieczeństwa wchodzimy do środka. Kościół wewnątrz robi duże wrażenie, ale po świątyniach w Bolonii i Florencji popadamy w lekką monotonię odbioru. Cokolwiek to znaczy... Fakt, czuć tu jakiś mistycyzm, ale jest on zadeptywany przez tłumy zwiedzających. Ciężko o zadumę, kiedy ktoś obok ciebie robi sobie na kijku "selfie".
Muzea Watykańskie zwiedzamy w biegu (oczywiście wcześniej stojąc do nich w długiej kolejce). Główną atrakcją tych "zawodów" jest Kaplica Sykstyńska. Legiony oglądaczy pędzą przez kolorowe sale w gonitwie pozbawionej jakiejkolwiek refleksji. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale na pewno większości. W Kaplicy Sykstyńskiej obowiązuje zachowanie należne świętemu miejscu: cisza, odpowiedni ubiór, brak zdjęć... Ale to tylko regulamin. Stłoczeni w świątynnej przestrzeni ludzie coraz głośniej szepczą. Nagle przez mikrofon w ogłuszający sposób są uspokajani. Nerwy obsługi wiją się pomiędzy oglądającymi i co jakiś czas dochodzi do wybuchu. Odnoszę nieodparte wrażenie, że to miejsce już dawno straciło swoją świętość.

Watykan. Bazylika Świętego Piotra została zbudowana w latach 1506 - 1626...