sobota, 21 lutego 2015

Atacama - listopad 2014 (Chile)

Nasza druga noc w Santiago dobiega końca. Wstajemy przed wschodem słońca i opuszczamy hostal "Providencia". Łapiemy poranny autobus Centropuerto, który zawozi nas do portu lotniczego. Gdy wybija godzina 8:00, nasz samolot odrywa się od ziemi. Znajdujemy się w maszynie linii LAN Airlines. Ten narodowy przewoźnik lotniczy Chile posiada nowoczesna flotę oraz bardzo profesjonalną obsługę. Nasz lot jest wyjątkowo komfortowy jak na klasę ekonomiczną. Wrażenia z podróży są zdecydowanie lepsze, niż po locie samolotami linii Ryanair.
Drogą powietrzną przemieszczamy się na północ. Do przebycia mamy 1200 kilometrów. Po dwóch godzinach lotu lądujemy na spękanej od słońca ziemi. Wita nas nowy budynek portu lotniczego w Calamie. Gdy przechodzimy jego korytarzami, trwają jeszcze prace wykończeniowe. Porządkujemy nasze umysły i ciała, po czym kierujemy się w stronę wyjścia...

Wnętrza Międzynarodowego Portu Lotniczego "Santiago de Chile".

Międzynarodowy Port Lotniczy "Santiago de Chile".

Wnętrze samolotu LAN Airlines.

Czas na start...



Surowe krajobrazy pustyni Atacama...


Port lotniczy "El Loa" (Aeropuerto Internacional El Loa) w mieście Calama...


Z lotniska do centrum Calamy jest około 6 kilometrów. Nie jeżdżą tą trasą żadne autobusy. Najszybszy sposób, żeby dostać się do miasta, to podróż taksówką (koszt: 10 USD). Cenę za przejazd uzgadniamy przed zajęciem miejsc w aucie.
Kurs taxi kończymy na ulicy Antofagasta. Kierowca pokazuje nam mały dworzec autobusowy oraz przechowalnie bagażu. Miło z jego strony... Zaczyna się kolejny etap naszej podróży...

Calama to raczej ponure miejsce. Palące słońce podgrzewa ulice pokryte marazmem. Ludzie tutaj są jacyś tacy nieobecni. Większość z nich jest bezpośrednio lub pośrednio powiązana z tutejszym przemysłem wydobywczym. To najważniejsza gałąź gospodarki Chile. Przy tym bardzo dobrze opłacana. Ale warunki atmosferyczne oraz ciężka praca chyba nie mogą pozytywnie działać na ogólne samopoczucie. I to chyba ma największy wpływ na klimat Calamy. Ponadto do miasta cały czas przyjeżdżają osoby, które próbują zaistnieć na tutejszym rynku pracy. Nie wszystkim się udaje, a to ma wpływ na poczucie bezpieczeństwa. Bardzo często jesteśmy ostrzegani przed kradzieżami. I coś jest na rzeczy, ponieważ w dziwnych okolicznościach ginie nam szwajcarski scyzoryk...

Na ulicy Antofagasta znajduje się mały dworzec autobusowy firmy Frontera del Norte. Kupujemy tam bilety do San Pedro de Atacama (cena: 5 USD/os.). Naprzeciwko dworca jest przechowalnia bagażu. Trochę podejrzana, ale nie mamy wyjścia, musimy gdzieś zostawić nasze duże plecaki. Tuż obok, w małym ponurym barze, zjadamy paskudny obiad. I ruszamy piechotą do biura firmy Codelco (skrzyżowanie ulicy Granaderos z Central Sur). Nie jest to krótki spacer, ale dzięki temu przyglądamy się bliżej ulicom Calamy.
Codelco (Corporación Nacional del Cobre) to potężna państwowa firma, która posiada w tych okolicach odkrywkowe kopalnie miedzi. W chwili obecnej jest to największe na świecie przedsiębiorstwo produkujące ten surowiec. 16 kilometrów na północ od Calamy znajduje się ogromna kopalnia Chuquicamata. Codelco organizuje do niej bezpłatne wycieczki. Zwiedzanie odbywa się raz dziennie i trwa dwie godziny. Należy sobie wcześniej zarezerwować miejsce (visitas@codelco.cl). Chuquicamata to największa pod względem wielkości odkrywkowa kopalnia miedzi na świecie (głębokość - 1 km, szerokość - 3,5 km, długość - 4,5 km). Ogrom tego miejsca robi przytłaczające wrażenie. Potężna maszyneria wtłoczona w szary pustynny krajobraz rozpływa się po okolicznej przestrzeni, zagarniając wszystko na swojej drodze. Podróż po tym industrialnym terenie jest profesjonalnie zorganizowana, ale pozostawia duży niedosyt. Przede wszystkim odwiedzane miejsca ogląda się ze znacznego dystansu. Poza tym dużo rzeczy pozostaje poza zasięgiem wzroku. Ale nie można narzekać. W końcu to darmowa atrakcja.
Po powrocie do Calamy mamy jeszcze chwilę, by przejść się po centrum miasta. W okolicach godziny 18:00 wyruszamy do miasteczka San Pedro de Atacama. 100 kilometrów przejeżdżamy w dwie godziny. Podróż autobusem firmy Frontera del Norte nie należy do przyjemnych. Posiada ona stare zdezelowane pojazdy, które często się spóźniają albo zupełnie wypadają z kursów (osobiste obserwacje i doświadczenie). A ceny za przejazdy wcale nie są atrakcyjne. W tym przypadku zgubiła nas niejasna sytuacja z usytuowaniem dworców autobusowych innych przewoźników oraz ich nieatrakcyjne godziny odjazdów.
Gdy docieramy do San Pedro de Atacama, powoli zaczyna się ściemniać. Zmęczeni, zasuszeni i zakurzeni ruszamy na poszukiwania naszego hostelu...

Calama. Ulica Antofagasta. Mały dworzec autobusowy firmy Frontera del Norte. Chociaż słowo "dworzec" to duże nadużycie w tym przypadku. Jednakże nie mam pomysłu, jak inaczej nazwać to miejsce.

Przechowalnia bagażu naprzeciwko dworca autobusowego Frontera del Norte.

Bar naprzeciwko dworca autobusowego Frontera del Norte...

...Zjadamy tu kanapki Churrasco...

...Czyli grillowaną wołowinę w bułce. Po prostu zabójczo fantazyjne połączenie.

Calama. Przed supermarketem...

Calama. Budynek, w którym mieści się biuro Codelco.

Biuro Codelco - wnętrze...


Calama. Wsiadamy do autobusu, którym jedziemy do kopalni Chuquicamata. Zwiedzanie odbywa się w dwóch językach: hiszpańskim i angielskim.

Przed samą kopalnią Chuquicamata znajduje się opuszczone miasto. Do niedawna żyli tu jej pracownicy i ich rodziny. Ostatnie osoby opuściły to miejsce pod koniec pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. Znajdowała się tutaj pełna infrastruktura miejska: sklepy, szkoła, szpital, kino i stadion piłkarski. Z powodu ciągłego powiększania się kopalni oraz dużego zanieczyszczenia środowiska firma Codelco zadecydowała o przeniesieniu wszystkich mieszkańców do Calamy.

To opuszczone miejsce robi ponure wrażenie i przy okazji działa na wyobraźnię.

Główny plac opuszczonego miasta Chuquicamata.

Wykład na temat produkcji i wykorzystania miedzi we współczesnym świecie. Nasz przewodnik to pracownik firmy Codelco. On również był mieszkańcem miasta Chuquicamata.

Ze względów bezpieczeństwa, wszyscy posiadamy odblaskowe kamizelki oraz kaski.

Ponure centrum miasta przy kopalni Chuquicamata...





Wjechaliśmy na teren kopalni Chuquicamata.

Kopalnia Chuquicamata...


Ciężarówki firmy Komatsu pracujące w kopalni Chuquicamata przewożą jednorazowo około 325 ton urobku.





Kopalnia Chuquicamata - punkt widokowy.

Wracając do Calamy ponownie przejeżdżamy przez opuszczone miasto Chuquicamata...


Calama. Spacer po centrum miasta...





Opuszczamy Calamę i ruszamy do San Pedro de Atacama. Czeka nas 100-kilometrowa podróż na południowy wschód przez pustynne krajobrazy...


Miasteczko San Pedro de Atacama, jak na swoją wielkość, ma bardzo dużą bazę noclegową. My zatrzymujemy się w hostelu "Aji Verde" (ul. Ckilapana 69A). Tu muszę wspomnieć, że mieliśmy wielki problem, żeby do niego trafić. Nie obyło się bez pomocy miejscowych. Hostel ten jest fatalnie oznakowany. Natomiast z ulicą Ckilapana występują problemy natury kartograficznej. W tym miejscu proponuję zdać się na wiedzę mieszkańców San Pedro de Atacama.
Wybraliśmy hostel "Aji Verde" ze względu na stosunek ceny do jakości. Spełnił on nasze oczekiwania. Jednakże daleko jest mu do ideału. Sympatyczna obsługa trochę nie panuje nad ogólnym porządkiem, ale da się wytrzymać. Ze względu na wysokie ceny noclegów w całym San Pedro de Atacama, jesteśmy zmuszeni spać w 8-osobowym pokoju. Nie jest to komfortowe, aczkolwiek współlokatorzy nie są zbytnio absorbujący. W łazienkach zawsze leci ciepła woda, ale nie grzeszą one czystością. Najbardziej doskwiera nam wszechobecny pustynny pył. W nocy bywa chłodno, więc śpiąc w śpiworach dodatkowo przykrywamy się hostelowymi kocami.

San Pedro de Atacama leży na wysokości 2400 m n.p.m. Nie jest to duża miejscowość. Żyje tu około 5 tys. osób. Aczkolwiek przez to, że posiada największą infrastrukturę turystyczną w regionie, rzeczywista populacja jest prawdopodobnie dwukrotnie wyższa. To niewielkie miasteczko, położone dość daleko od dużych ośrodków cywilizacji, narzuca przyjezdnym swoje bezwzględne warunki bytowania. Za niską jakość produktów i usług płacimy nieadekwatnie wysokie ceny. Co więcej, sama miejscowość jest brzydka i nieciekawa. Najbardziej rzucają się tu w oczy hotele (hostele), agencje turystyczne, bary, restauracje oraz sklepy spożywcze. Są też kramy z pamiątkami, kościół, cmentarz, jakieś muzeum i kilka bankomatów. Na te ostatnie trzeba uważać, bo bywają awaryjne. I jeszcze należy wspomnieć o sklepach ze sprzętem turystycznym (np. oficjalny sklep firmy The North Face). Są całkiem nieźle wyposażone i mogą być bardzo pomocne.

Pierwszy dzień w San Pedro de Atacama to oswajanie się z rzeczywistością. Próbujemy zjeść śniadanie, które zamienia się w obiad. W międzyczasie organizujemy sobie trzy wycieczki do okolicznych atrakcji turystycznych. Robimy małe zakupy. Po czym wsiadamy do małego busa i ruszamy na naszą pierwszą wyprawę poza miasto...
Po bezkresnych przestrzeniach pustyni Atacama wędrujemy z agencją turystyczną "Layana" (ul. Tocopilla 429-B). Trudno mi w tym momencie powiedzieć, dlaczego nasz wybór padł na tę firmę. Ale myślę, że to była dobra decyzja. Agencja ta ma bardzo komunikatywnych i sympatycznych przewodników, którzy posiadają ogromną wiedzę o tej części Chile. A dzięki temu, że od razu wykupujemy komplet wycieczek oraz płacimy gotówką, otrzymujemy około 20% rabatu.
Nasza pierwsza podróż z biurem "Layana" wiedzie do Doliny Księżycowej (Valle de la Luna). Obszar ten położony jest 12 kilometrów na zachód od San Pedro de Atacama. Możemy tutaj dokładnie zobaczyć jak zabójczo suchym i jałowym miejscem jest pustynia Atacama. Posiada ona tereny, gdzie nigdy nie odnotowano deszczu. Dodatkowo w ciągu doby występują na niej wielkie wahania temperatury. Te czynniki sprawiają, że na powierzchni skał osadzają się różnego rodzaju sole, które w charakterystyczny sposób zabarwiają tutejsze przestrzenie. Przedzierając się przez niesamowicie malownicze struktury, chwilami czujemy się jak na innej planecie. Tę specyfikę doceniła amerykańska agencja kosmiczna NASA i co jakiś czas robi w tym miejscu badania dotyczące powierzchni Marsa (m.in. testuje swoje pojazdy marsjańskie).
Wracając do San Pedro de Atacama zajeżdżamy jeszcze do Doliny Śmierci (Valle de la Muerte), by obejrzeć tam zachód słońca. Jest to stała atrakcja wszystkich podróży w te okolice, więc musimy się przygotować na trochę większą ilość osób wokół nas. Aczkolwiek można znaleźć tu odosobnione miejsce, w którym spokojnie doświadczymy chwili, kiedy słońce chowa się za horyzont. Warto to przeżyć. Przejrzystość tutejszego powietrza jest tak niesamowita, że zachodząca gwiazda razi przeraźliwie aż do ostatnich promieni.
Powyższy objazd trwa od godziny 16:00 do 20:00. Można również samemu zorganizować sobie podróż do tych miejsc (samochodem, rowerem, piechotą itp.). My się na to nie decydujemy, chociaż mieliśmy wcześniej takie plany. Tak wyszło... Trzeba w tym miejscu wspomnieć, że pitna woda na pustyni Atacama jest wyjątkowo cennym towarem. Bez niej nie przeżyjesz dnia. Suchość tego miejsca zabija cię od środka. Morduje twoje wnętrzności i zmysły. Woda w tym miejscu to życie. Miej to wyryte na korze mózgowej. I dokądkolwiek się udajesz, zawsze trzymaj przy sobie duży zapas tego życiodajnego płynu.

San Pedro de Atacama. Hostel "Aji Verde".

Hostel "Aji Verde" posiada kilka wspólnych łazienek.

Hostel "Aji Verde"...


Hostel "Aji Verde" - przestrzeń pomiędzy bramą wejściową a budynkiem mieszkalnym.

Hostel "Aji Verde". W tym miejscu często odbywają się imprezy typu "barbecue".

Hostel "Aji Verde" - wnętrza części wspólnej...


Hostel "Aji Verde" - nasz pokój.

Hostel "Aji Verde" - brama wejściowa.

San Pedro de Atacama. Ulica Ckilapana - zejście w kierunku hostelu "Aji Verde".

San Pedro de Atacama. Idziemy do centrum miasta...

...By się między innymi trochę posilić.


San Pedro de Atacama. Siedziba agencji turystycznej "Layana".

San Pedro de Atacama. Ulica w centrum miasta.

Pustynia Atacama. Dolina Księżycowa...


Dolina Księżycowa. Formacja skalna "Trzy Marie".

Dolina Księżycowa...




Dolina Księżycowa. W oddali widać wulkan Licancabur.

Dolina Księżycowa...




Dolina Księżycowa. Nasza grupa liczy kilkanaście osób. Jest to bardzo międzynarodowe towarzystwo (Amerykanie, Brazylijczycy, Chilijczycy, Francuzi, Niemcy, Polacy).

Dolina Księżycowa...










Pustynia Atacama. Przy wjeździe do Doliny Księżycowej znajduje się małe centrum obsługi turysty. Tutaj kupuje się bilety wstępu, można skorzystać z toalety oraz zwiedzić małą wystawę...


Pustynia Atacama. Dolina Śmierci. Legenda głosi, że swoją nazwę zawdzięcza belgijskiemu misjonarzowi Gustavo Le Paige. Nazwał on tę dolinę "marte" (marsjańska), mieszkańcom to słowo skojarzyło się z "muerte" (śmierć) i stąd wzięło się określenie "Dolina Śmierci".

Dolina Śmierci...


Dolina Śmierci. Widok na wulkan Licancabur (5920 m n.p.m.).

Dolina Śmierci. W oddali widać południowe obrzeża miasteczka San Pedro de Atacama.

Dolina Śmierci...





Dolina Śmierci. Kamień Kojota (Piedra del Coyote). Najbardziej oblegana skała w okolicy...


Dolina Śmierci. W oczekiwaniu na zachód słońca...

Powoli kończy się dzień nad Doliną Śmierci...

...Ostatnie chwile, by zakupić nielegalny alkohol...

...Popatrzeć na upływający czas...

...I powrócić do rzeczywistości...


Kolejny dzień. Kolejna podróż. Kolejne miejsca... Startujemy o godzinie 8:00. Na początku odwiedzamy wioskę Toconao. Miejscowość ta leży 35 kilometrów na południe od San Pedro de Atacama. Mieszka w niej około 800 mieszkańców. Niespiesznie chodzimy po sennych uliczkach centrum i patrzymy na upływające chwile.
Salar de Atacama to trzecie co do wielkości solnisko na świecie i nasz drugi przystanek tego dnia. Znajduje się ono na wysokości 2300 m n.p.m. i zajmuje obszar około 3000 kilometrów kwadratowych. Jest to bogate źródło soli kamiennej, potasowo-magnezowej oraz boraksu. Niektóre tereny Salar de Atacama stanowią Narodowy Rezerwat Flamingów.
Gdy jedziemy w kierunku lagun Miscanti i Miñiques wzrasta znacznie wysokość. Zaczynamy odczuwać pewien dyskomfort. Trudniej nam się oddycha i mamy lekkie mdłości. Z czasem te objawy mijają i nasze organizmy przyzwyczajają się do warunków panujących na tym terenie. Jesteśmy na 4120 m n.p.m. Otacza nas krajobraz wulkaniczny, oddychamy rozrzedzonym powietrzem, podziwiamy niesamowite twory natury. Jest pięknie... Znajdujemy się 110 kilometrów na południe od miasteczka San Pedro de Atacama. Laguny Miscanti i Miñiques tworzyły kiedyś jeden akwen. Zostały rozdzielone przez lawę wydobywającą się po erupcji pobliskiego wulkanu Miñiques. Czas zatrzymał się w miejscu...
Wracamy na północ. Po drodze zatrzymujemy się w małej miejscowości Socaire. Jemy obiad i spacerujemy w leniwej popołudniowej atmosferze. W San Pedro de Atacama jesteśmy w okolicach godziny 16:30.

Pustynia Atacama. Wioska Toconao. Dzwonnica kościoła. Główny plac miejscowości jak zwykle w remoncie.

Wioska Toconao. Kościół.

Wioska Toconao. Kościół - wnętrze...


Wioska Toconao...



Pustynia Atacama. Jedziemy w kierunku Salar de Atacama.

Pustynia Atacama. Salar de Atacama...


Salar de Atacama. Biel soli w słońcu wypala siatkówkę w oku...



Salar de Atacama. Laguna Chaxa. Fragment solniska stanowiący Narodowy Rezerwat Flamingów. Występują tu trzy rodzaje tych ptaków: Chilijski, Andyjski i James'a...


Salar de Atacama...


Salar de Atacama. Punkt obsługi turysty (kasa, toalety itp.).

Pustynia Atacama. Wysokość powoli wzrasta, więc czas na laguny Miscanti i Miñiques.

Pustynia Atacama. Laguna i wulkan Miñiques...




W okolicach lagun Miscanti i Miñiques żyje 69 gatunków ptaków.

Laguna i wulkan Miñiques...


Pustynia Atacama. Wchodzimy na teren laguny Miscanti.

Laguna Miscanti.

Laguna i wulkan Miscanti.

Pustynia Atacama. Wulkan Miñiques.

Pustynia Atacama. Wracamy do San Pedro de Atacama...


Pustynia Atacama. Po drodze zatrzymujemy się na obiad we wsi Socaire...




Wieś Socaire. Zabytkowy kościół...


Pustynia Atacama. W drodze do San Pedro de Atacama...


Pustynia Atacama. Zwrotnik Koziorożca. Słońce zawraca tu w swoim pozornym rocznym ruchu po niebie. Moment ten na półkuli północnej rozpoczyna astronomiczną zimę.


Budzik dzwoni o 3:40. Ciemna noc. Zimno. O 4:30 pod nasz hostel podjeżdża bus agencji turystycznej "Layana". Po chwili siedzimy w jego chłodnym wnętrzu i patrzymy na czarną nicość za oknem. Próbujemy zasnąć. Przed nami 90-kilometrowa podróż na północ. Jedziemy na gejzery El Tatio...

...Jesteśmy na wysokości 4300 m n.p.m. Powoli zbliża się wschód słońca. Temperatura powietrza wynosi -6 °C, a pod naszymi stopami gotuje się woda. To miejsce nazywa się El Tatio i jest najwyżej położonym polem gejzerów na świecie. Dlaczego jesteśmy tutaj tak wcześniej? Ponieważ przy niskiej temperaturze powietrza gorąca woda efektownie paruje i wówczas gejzery wyglądają najbardziej widowiskowo. Ale mnie to jakoś nie powala na kolana... Natomiast jeżeli kogoś pociągają różnego rodzaju źródła termalne, to na pewno będzie tutaj wniebowzięty. Wrząca woda spektakularnie unosi się ponad grunt i tworzy widowisko, które na długo pozostaje w pamięci.
Gdy słońce pojawia się na niebie, zaczyna szybko robić się ciepło. Temperatura otoczenia wzrasta do ponad 20 °C. Spacerujemy pośród bulgoczących otworów, spoglądamy na otaczające nas góry i podziwiamy piękno przyrody.

Gdy wracamy do San Pedro de Atacama, za oknem przewijają się surowe pustynne krajobrazy. Mniej więcej w połowie drogi zatrzymujemy się w małej osadzie Machuca. Zjadamy tam grillowane szaszłyki z mięsem lamy. Wyjątkowo dobre. W naszym hostelu meldujemy się w okolicach godziny 13:00.
Drugą połowę dnia spędzamy na włóczeniu się po San Pedro de Atacama. W upalny listopadowy dzień snujemy się wśród zakurzonych ulic. Wysuszone umysły chłodzimy życiodajną wodą. Życie płynie, turyści przychodzą i odchodzą, jakieś dzieci bawią się w małym strumieniu na targowisku przy cmentarzu. Czas więc wracać na południe...

Pustynia Atacama. Gejzery El Tatio. Budynek obsługi turystycznej (toalety itp.).

Gejzery El Tatio...



Gejzery El Tatio. Śniadanie w parujących okolicznościach przyrody...



Gejzery El Tatio...




Gejzery El Tatio. Znajduje się tutaj gorący basen, w którym można zażyć rozgrzewającej kąpieli...

...My nie zażywamy, ale polecamy.

Gejzery El Tatio...

...i wikunie (dzikie lamy)...


Gejzery El Tatio. Budynek kasy biletowej.

Pustynia Atacama. Podróż powrotna do San Pedro de Atacama...




Lamy hodowlane nieopodal wioski Machuca.

Pustynia Atacama. Wioska Machuca.

Wioska Machuca. Grillowane mięso lamy.

Wioska Machuca...




Wioska Machuca. Kościół.

Pustynia Atacama. Flamingi na drodze do San Pedro de Atacama.

San Pedro de Atacama. Dworzec autobusowy (ul. Tumisa)...


San Pedro de Atacama. Widok na wulkan Licancabur.

San Pedro de Atacama. Wejście na cmentarz.

Cmentarz w San Pedro de Atacama...



San Pedro de Atacama. Ulice w centrum miasta...


San Pedro de Atacama. Zabytkowy kościół z 1744 roku.


Ostatnia noc w San Pedro de Atacama to czas relaksu. W końcu udaje nam się wyspać. O poranku opuszczamy hostel "Aji Verde" i udajemy się na dworzec autobusowy. Dzień wcześniej kupiliśmy bilety do Calamy u przewoźnika Frontera del Norte (najbardziej pasowała nam godzina odjazdu). Jak się okazuje, był to błąd. Nie doczekaliśmy się ich autobusu. W ostatniej chwili rezygnujemy z usług tej firmy i odzyskujemy pieniądze za niedoszły przejazd - nie mamy z tym żadnych problemów. W międzyczasie na dworcu zatrzymuje się pojazd firmy Tur-Bus. Robimy więc szybki zakup biletów w biurze tego przewoźnika. I to jest strzał w dziesiątkę. Autobusy firmy Tur-Bus są punktualne, czyste i komfortowe. Oczywiście istnieją różne klasy tych pojazdów. My trafiamy na rozkładane fotele, które umożliwiają leżnie. Od tego momentu podróż do Calamy przebiega bez zakłóceń (koszt przejazdu: 4,40 USD/os.).
Po około dwóch godzinach dojeżdżamy do celu. Nasz pobyt w Calamie nie jest długi. Z autobusu wysiadamy w okolicach dworca kolejowego. Na jednej z bocznych uliczek jemy obiad. Wsiadamy do taksówki i jedziemy na lotnisko. Tam odprawiamy się za pomocą elektronicznego terminala i przechodzimy bardzo szybką kontrolę bezpieczeństwa. O godzinie 15:00 nasz samolot wzbija się w powietrze. Linie lotnicze LAN Airlines transportują nas do Santiago. W stolicy Chile jesteśmy o 17:00.

San Pedro de Atacama. Dworzec autobusowy. My i nasz cały ekwipunek.

Zbliżamy się do Calamy.

Calama.

Calama. Port lotniczy "El Loa".

Calama. Port lotniczy "El Loa". Czas na kawę.

Calama. Port lotniczy "El Loa" - wejście do rękawa.

Calama. Port lotniczy "El Loa". Nasz samolot.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz