środa, 24 września 2014

Gudhjem, Østerlars, Svaneke, Nexø - lipiec 2014 (Dania)

Dwa ostatnie dni na wyspie Bornholm. Wiatr nie odpuszcza, ale jest słońce, które daje ciepło. Tym razem decydujemy się na podróże autobusem. Tutejszy transport publiczny jest obsługiwany przez regionalną sieć autobusową BAT:

www.bat.dk

Częstotliwości kursów oraz trasy są bardzo dobrze zorganizowane. Całą wyspę można zwiedzić jeżdżąc autobusem i zatrzymując się w interesujących miejscach. Problemy zaczynają się kiedy próbujemy zrozumieć system biletowy. Bornholm podzielony jest na strefy, a bilety mają bloczki. Wszystko jest jasne jeżeli kupujemy bilet jednodniowy (24-godzinny). Kasujemy go, nabija się data oraz godzina i wiadomo o co chodzi. Natomiast inne formy przejazdów to kombinacje kasowanych bloczków na biletach w zależności od ilości stref do pokonania. Nie da się tego wyjaśnić w kilku zdaniach. Dużą pomocą służą kierowcy i właściwie zawsze można polegać na ich kompetencjach. Również u nich kupimy większość dostępnych biletów. System ten można porównać do Kostki Rubika. Da się go rozgryź, ale potrzeba na to czasu i chęci. Szczerze mówiąc, chyba nie warto się nad tym pochylać, jeżeli spędza się tu tylko tydzień. Skrawki informacji z tej dziedziny w zupełności na taki czas wystarczą. Ważna uwaga: w autobusach można (odpłatnie) przewozić rowery.

Jeżeli już mówimy o zdobywaniu informacji, to trzeba wspomnieć, że Duńczycy bardzo dobrze mówią po angielsku. Właściwie jest to ich drugi język. Ani razu nie mieliśmy problemu z uzyskaniem interesujących nas wiadomości. Znajomość angielskiego jest wielopokoleniowa... Przy okazji muszę zauważyć, że duński jest ciekawym językiem i będąc na wyspie również warto się nim zainteresować.

Ranek. Miasteczko Hasle. Oczekujemy na transport. Kręcimy się po okolicach rynku. Zahaczamy o jakiś targ. Patrzymy na błękit nieba. I w końcu wsiadamy do autobusu, który zawozi nas na drugą stronę wyspy...

Hasle. Supermarket SPAR.

Hasle.


Docieramy na północno-wschodnie wybrzeże wyspy. Wysiadamy w miasteczku Gudhjem. Jest to charakterystyczna miejscowość, położona na zboczu wzniesienia opadającego do wód Bałtyku. Spacerujemy wąskimi stromymi uliczkami. Otacza nas niska bornholmska zabudowa. Delektujemy się upływającymi chwilami.

Gudhjem to stolica wędzonego śledzia. To tutaj otwarto pierwszą wędzarnie ryb na wyspie (1866 rok) i stąd pochodzi bornholmski przysmak "Sol over Gudhjem" (Słońce nad Gudhjem). Historia miasta pozbawiona jest bardzo wyrazistych wydarzeń. Nie wiadomo do końca kiedy Gudhjem otrzymało prawa miejskie. Jest mocno związane z morzem - posiada dwa porty. Przez wiele stuleci jego mieszkańcy utrzymywali się z połowu ryb. Na początku XX wieku zostało odkryte dla turystyki. Wówczas powstało tutaj wiele hoteli i pensjonatów. Malownicze położenie Gudhjem przyciąga wielu artystów. Mają oni tu swoje domy i pracownie. W miasteczku żyje obecnie około 900 osób...

Wysiadamy w Gudhjem i...

...powoli kierujemy się do centrum miasta.

Wiatrak Gudhjem (Gudhjem Mølle) to największy tego typu obiekt w Danii. Został zbudowany w 1893 roku.

niedziela, 14 września 2014

Nyker, Hasle - lipiec 2014 (Dania)

Zaczął wiać wiatr... Na Bornholmie często wieje. Zjawisko to jest mocno wykorzystywane w energetyce wyspy. Znajduje się tu wiele elektrowni wiatrowych. Niestety, wiatry negatywnie wpływają na komfort jazdy na rowerze...

To miała być lekka przejażdżka po okolicy Hasle. W lesie jeszcze jest przyjemnie, ale gdy wyjeżdżamy na otwarty teren, zaczynają się schody. Dodatkowo nasza trasa wiedzie przez pagórkowaty teren. Porywy wiatru są tak silne, że mamy problemy z jazdą w dół. Zdarza się nam pedałować, zjeżdżając ze wzniesienia. Nie jest lekko... Na szczęście słoneczna pogoda i widoki w dużej części rekompensują nam wietrzne niedogodności.

Plaża w Hasle w pobliżu "Hasle Camping". Widok na południe, w stronę miasta Rønne.


Z Hasle kierujemy się na południe i w połowie drogi między Hasle a Rønne odbijamy w głąb wyspy. Walcząc z wiatrem, dojeżdżamy do małego miasteczka Nyker. Odwiedzamy tutaj Ny Kirke (Nowy Kościół) z przełomu XII i XIII wieku. Jest to najmniejsza i najmłodsza rotundowa świątynia na wyspie. Za wejście do środka obowiązuje symboliczna opłata. Kupując bilet można pobrać ulotkę informacyjną w języku polskim.
Rotundowe kościoły Bornholmu same w sobie są atrakcją, ponieważ otacza je mała aura tajemniczości. Może dla niektórych nie prezentują się one jakoś wybitnie, mimo to będąc na wyspie warto je zobaczyć. Z bliska mogą opowiedzieć wiele ciekawych historii.

Do Hasle postanawiamy wracać przez wioskę Klemensker. Słynie ona z produkcji serów. Znajdują się tutaj jedyne na wyspie spółdzielcze zakłady mleczarskie - Bornholms Andelsmejeri. Powstały one w 1886 roku i produkują m.in. znany na całym świecie ser "St. Clemens Danablu". Oprócz serów, zakłady te wytwarzają również inne produkty mleczne - jogurty, śmietany itp. Muszę powiedzieć, że wyjątkowo przypadły nam one do gustu.
Przed Hasle zahaczamy jeszcze o największy na Bornholmie kamień z napisem runicznym - Brogårdsten. Są różne teorie na temat pochodzenia tego pisma. Przede wszystkim używały go ludy germańskie. Pismo runiczne (runy) było wykorzystywane do zapisu krótkich inskrypcji na drewnie, metalu i kamieniu. Przypisuje się mu funkcje magiczne, które nawiązują do jego rzekomego mitycznego pochodzenia. Najdłużej runy były używane w Skandynawii. Te na Bornholmie pochodzą z początku drugiego tysiąclecia naszej ery.

Jedziemy z Hasle w stronę Rønne...

poniedziałek, 8 września 2014

Jons Kapel, Hammershus, Olsker, Rutsker - lipiec 2014 (Dania)

Duński Bornholm ma zróżnicowane ukształtowanie terenu. Północna część wyspy jest znacznie pofałdowana, natomiast południe bywa raczej płaskie. My preferujemy wędrówki rowerowe po płaskim terenie, ale tym razem jedziemy na północ. Trzeba przyznać, że niektóre nachylenia tras w tym rejonie są dość wymagające i czasem trzeba się trochę zmęczyć. My podróżujemy bez obciążenia, na lekkich rowerach, więc nie jest aż tak źle. Natomiast budzi podziw widok ludzi pchających pełne wyposażenie kempingowo-rowerowe (wypchane po brzegi sakwy i przyczepa). Tylko nie widać w tych zmaganiach przyjemności. Raczej zaskoczenie. Tym bardziej, że nikt nie przyjeżdża na Bornholm po jakieś bardzo intensywne przeżycia.

Wyjeżdżamy z Hasle w deszczowy poranek. W miarę jak zbliżamy się do Jons Kapel, deszcz stopniowo słabnie. Gdy tam docieramy, niebo robi się błękitne i słońce zaczyna oświetlać tamtejsze klify.
Jons Kapel (Kaplica Jona) to miejsce gdzie rzekomo jakiś nieznany bliżej mnich Jon wygłaszał swoje kazania. Robił to, stojąc na znajdującej się tam skale. Tyle legenda. Prawda natomiast jest taka, że jest to bardzo widowiskowa przestrzeń. W strome 41-metrowe skalne ściany uderzają morskie fale, próbując odłupać choć kawałek nagiego lądu. W powietrzu krążą krzykliwe mewy, śpiewając swoje nieokrzesane pieśni. A okoliczna roślinność tworzy swoistą skandynawską dżunglę...

Wyjeżdżamy z Hasle drogą na północ i omijając krople deszczu kierujemy się w stronę Jons Kapel...

Ten fragment trasy ma dość ostre podjazdy...

niedziela, 31 sierpnia 2014

Dueodde, Rønne - lipiec 2014 (Dania)

Duńska wyspa Bornholm znajduje się w południowo-zachodniej części Morza Bałtyckiego. Jest to najbardziej na wschód wysunięty obszar Królestwa Danii. Powierzchnia wyspy wynosi 588,5 km², czyli niewiele więcej niż stolicy Polski - Warszawy. Linia brzegowa ma 141,4 km i jest bardzo zróżnicowana. Są tu wysokie skalne klify, wybrzeża usłane kamieniami oraz plaże z bardzo drobnym piaskiem.
Bornholm przez ostatnie 1000 lat jest zasiedlony głównie przez Duńczyków oraz ich przodków. Natomiast pierwsi ludzie zamieszkali na tych terenach już około 9000 lat p.n.e. Jego mało znana przeszłość sprawia, że wędrówki po tych terenach są wyjątkowo odkrywcze i każdy może znaleźć tutaj swój własny kawałek historii.

Ale najpierw trzeba się tam dostać...

Polska. Południe. Dworzec kolejowy "Wrocław - Główny". Pociąg TLK. Kierunek: Kołobrzeg. Czas przejazdu: 7,5 godziny... Nad morzem jesteśmy późnym popołudniem. Od razu udajemy się do tzw. "Domu Wczasowego". Jest to kwatera prywatna przy ulicy Rolnej w Kołobrzegu. Na miejscu zastajemy wyposażenie o bardzo niskim standardzie. Wystój wnętrz i czystość też daje wiele do życzenia. Tylko do łazienki nie mogę się przyczepić. Koszt noclegu: 40 PLN/os... Na drugi dzień wstajemy wczesnym rankiem. Rowerami jedziemy do kołobrzeskiego portu. Tutaj, nieopodal latarni morskiej, cumuje katamaran "Jantar". Statek ten o godzinie 7:00 rano wypływa w rejs do miasteczka Nexø na Bornholmie. Podróż ta trwa 4,5 godziny. Koszt: 330 PLN w dwie strony (pasażer plus rower)... Mamy dobre warunki pogodowe, więc na miejscu jesteśmy o czasie.

Dworzec kolejowy "Wrocław - Główny".

Pociąg TLK - wagon rowerowy. Bilety zakupiliśmy miesiąc wcześniej, dzięki temu rowery mamy na wyciągniecie ręki. Ceny biletów na pociągi TLK są różne. Polecam polować na promocje.

Kołobrzeg - zachód słońca nad Bałtykiem.

Tak zwany "Dom Wczasowy" przy ulicy Rolnej w Kołobrzegu - nasz pokój.

Tak zwany "Dom Wczasowy" - wspólna kuchnia.

Tak zwany "Dom Wczasowy" - wspólna łazienka.

Tak zwany "Dom Wczasowy" przy ulicy Rolnej w Kołobrzegu.

Katamaran "Jantar" zacumowany w kołobrzeskim porcie.

Załadunek rowerów na katamaran "Jantar".

czwartek, 7 sierpnia 2014

Stonehenge, Old Sarum - maj 2014 (Anglia)

Ruszamy w teren, bo przecież Anglia to nie tylko miasta. Cele na ten dzień mamy już dawno ustalone. Naszym środkiem transportu będzie tym razem wypożyczony samochód. I tutaj podaję kilka informacji praktycznych:
- Auto wypożyczamy w firmie Avis.
- Rezerwujemy je przez angielską stronę internetową (www.avis.co.uk) przed przyjazdem do Anglii.
- Przy rezerwacji od razu dokonujemy płatności za całą usługę - dzięki temu jest taniej: jeden dzień (8:00 - 18:00), typ auta "małe, grupa B", koszt z dodatkowym ubezpieczeniem: 64 EUR.
- Miejsce wypożyczenia to Dworzec Kolejowy w mieście Oxford (Oxford Business Park, Osney Lane). Ale uwaga! Nie jest to dokładnie na Dworcu Kolejowym tylko w jego okolicach.

Aby oddać auto do wypożyczalni muszę zatankować je do pełna. Na stacji benzynowej mamy z tego powodu zabawną sytuację. Podczas tankowania wszystkie drzwi samochodu muszą być zamknięte. Niby dlatego, żeby opary paliwa nie zatruły pasażerów. Tak naprawdę obsługa stacji obawia się, że nie zapłacę za benzynę i ucieknę z pełnym bakiem... Taki angielski folklor...

Nasz wypożyczony samochód: Vauxhall "Corsa". O wrażeniach z jazdy po lewej stronie piszę w relacjach z podróży po Irlandii.

środa, 30 lipca 2014

Oxford - maj 2014 (Anglia)

Zaczęło się od poczekalni. Poranny lot z Wrocławia do Londynu zostaje przesunięty o parę godzin, więc jesteśmy skazani na oglądanie świata przez szyby budynku wrocławskiego portu lotniczego. O opóźnieniu dowiadujemy się już po odprawie, co tylko powoduje w nas większą frustrację. Tak wygląda latanie tanimi liniami lotniczymi. Naszym przewoźnikiem podczas tej podróży jest irlandzki Ryanair. Więcej nie trzeba tłumaczyć...
Lądujemy na lotnisku "Londyn-Stansted" w godzinach popołudniowych. Dzięki temu, że mamy paszporty biometryczne szybko przechodzimy przez bramki kontrolne i udajemy się w kierunku zatok autobusowych. Właściwie, jest to ostatnia chwila. Dzięki kilku zbiegom okoliczności, zdążamy na nasz autobus... Za sprawną organizację naszych dwóch przejazdów pomiędzy lotniskiem "Londyn-Stansted" a miastem Oxford bardzo dziękujemy naszym polskim przyjaciołom z Oxfordu.
Ponieważ z pewnych powodów jesteśmy skazani na takie połączenie, musimy spędzić w autobusie około 3,5 godziny. Tyle czasu zajmuje linii autobusowej firmy National Express przejechanie niecałych 150 kilometrów. Mam wrażenie, że nie wyjechałem poza granicę Polski... W Oxfordzie jesteśmy w późnych godzinach popołudniowych. Wita nas zachodzące słońce...

Wnętrze autobusu brytyjskiej linii National Express. Jestem ciekawy, kto montował zegar.

sobota, 21 czerwca 2014

Brzeg - kwiecień 2014 (Polska)

Od dawna planowaliśmy tę wizytę. Miasto Brzeg leży w połowie drogi między Wrocławiem a Opolem. Jest historycznie związane ze stolicą Dolnego Śląska, ale z powodu dziwnych decyzji znalazło się w granicach województwa opolskiego.
Brzeg od wieków był ważnym ośrodkiem kulturalnym Śląska. Od czasów średniowiecza stawiano tu na szeroko pojętą działalność muzyczną, plastyczną, literacką oraz teatralną. Źródło tych działań biło na dworze Piastów Brzeskich. Ten książęcy ród obejmował swoim mecenatem najważniejsze wydarzenia kulturalne w mieście. Obecnie, czerpiąc z dawnych tradycji, Brzeg uchodzi za wyjątkowo ważne centrum kulturalne w Polsce.
To miasto leżące nad rzeką Odrą posiada wiele ciekawych zabytków. Zniszczone pod koniec II wojny światowej zostało nieco oszpecone przez budynki budowane w okresie PRL. Niemniej jednak jest to ładna miejscowość, która w ostatnich latach bardzo powoli rewitalizuje tkankę miejską. Ta powolność jest charakterystyczna dla obecnych czasów, więc mnie ona nie dziwi.
Najważniejszym zabytkiem Brzegu jest Zamek Piastów Śląskich. Został on wybudowany w XIII wieku i był siedzibą tej dynastii aż do 1675 roku. Wówczas w jego murach zmarł ostatni męski potomek tego rodu - Jerzy IV Wilhelm. Obecnie jest to siedziba Muzeum Piastów Śląskich. Zgromadzone są tu wyjątkowo interesujące zbiory związane z historią Brzegu oraz brzeskich książąt. Koszt zwiedzania muzeum: 10 PLN/os. (w soboty wstęp wolny).

Wyjątkowo zielone miasto ma przyjazną atmosferę. Jestem pozytywnie zaskoczony panującym tu klimatem. Ale oczywiście są w Brzegu miejsca, które dość mocno zanieczyszczają ten optymistyczny obraz. I wygląda na to, że jeszcze długo będą to robić...

Park Nadodrzański znajduje się obok Zamku Piastów Śląskich.

Wnętrza Zamku Piastów Śląskich.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Newgrange, Drogheda - grudzień 2013 (Irlandia)

Starożytna Irlandia to miejsce wyjątkowo tajemnicze. Współczesna nauka możne snuć tylko domysły o społeczeństwie, które ją zamieszkiwało. Zostawiło ono wiele świadectw swojego istnienia. Głównie są to różne kamienne struktury. Przeznaczenie tych konstrukcji jest trudne do określenia. Wśród naukowców wciąż dochodzi na tym tle do wielu sporów.
Jednym z takich miejsc jest Newgrange. Oficjalna nauka nazwała tę budowlę "grobowcem korytarzowym". Tu nasuwa się pytanie: Po co do wnętrza grobowca, podczas przesilenia zimowego, wpadają promienie słoneczne?

Newgrange leży na terenie Brú na Bóinne. Jest to obszar nad rzeką Boyne, gdzie znajduje się wiele neolitycznych zabytków. Główne stanowiska archeologiczne tego kompleksu to Newgrange, Knowth i Dowth. Droga do głównego budynku Brú na Bóinne (tzw. "Visitor Centre") jest dobrze oznakowana drogowskazami. Znajduje się on około 8 kilometrów na zachód od centrum miasta Drogheda. Koszt zwiedzania (wystawa w "Visitor Centre" i stanowisko archeologiczne Newgrange): 6 EUR/os. Na bilecie jest naklejka z godziną odjazdu autobusu, który dowozi zwiedzających na stanowisko archeologiczne.

Newgrange powstało prawdopodobnie około 3200 lat p.n.e. Jest to nasyp, który ma ponad 75 metrów średnicy. Swoim wyglądem przypomina statek kosmiczny obcych. Jest wiele hipotez dotyczących przeznaczenia tej budowli. Najmocniejsza to ta, która mówi, że była to świątynia związana z kultem solarnym. Każdego roku, w dniu przesilenia zimowego, poranne promienie słoneczne wpadają przez 19-metrowy podziemny korytarz do środkowej komory i rozświetlają ją na około 15 minut. W czasie zwiedzania jest to imitowane przez sztuczne światło reflektora.
Jestem pod wrażeniem tej struktury. Mocno oddziałuje na moją wyobraźnię i skłania do różnych dziwnych przemyśleń. Przede wszystkim zastanawia mnie, jaka siła sprawcza ukierunkowała starożytnych mieszkańców tych ziem do wybudowania tego typu konstrukcji? Nie wierzę, że była to tylko ślepa wiara w słońce...

Newgrange. Wnętrza "Visitor Centre"...

niedziela, 1 czerwca 2014

Okolice Sligo - grudzień 2013 (Irlandia)

Ocean Atlantycki... Czas by ujrzeć jego wody. A tej zimy są one wyjątkowo wzburzone. Deszczowy poranek nas nie zaskakuje. Podróż z miasta Dundalk do hrabstwa Sligo jest długa, bo wiedzie bocznymi drogami. Czasem wyjątkowo krętymi. Nie ma między tymi miejscami prostej trasy. Przy małej ilości czasu nawigacja jest niezbędna. Pogoda tego dnia jest wyjątkowo irlandzka. Tak więc, przez cały dzień ćwiczymy stoicki spokój wobec powyższych niesprzyjających okoliczności.

Kilka słów o orientacji w terenie... Obecnie, podczas każdej podróży, staramy się korzystać z nawigacji GPS. Częstotliwość jej używania zależy od skali trudności trasy oraz ilości posiadanego czasu. Jest to pomocne narzędzie, ale nie radzę całej wyprawy oddawać w jego macki. Zalecam zdrowy rozsądek i posiłkowanie się mapami, drogowskazami oraz kompasem.
Do nawigacji służy nam komercyjna wersja programu "OsmAnd" zainstalowana na tablecie z wbudowanym odbiornikiem GPS. W programie tym można instalować dowolną ilość map "offline" (projekt "OpenStreetMap"). Dzięki temu nie potrzebujemy być stale podłączeni do sieci internetowej. Jak do tej pory, taka konfiguracja sprawdziła się podczas wielu naszych podróży, więc mogę ją z czystym sumieniem polecić. Tym bardziej, że jest to dość tanie rozwiązanie.

Podróż z Dundalku do Sligo wiedzie przez Irlandię Północną. Wymaga to trochę "wyższej matematyki", ponieważ w Wielkiej Brytanii znaki ograniczenia prędkości oraz odległości podane są w milach. Natomiast w Irlandii (Éire) obowiązuje system metryczny.
Coraz bardziej przyzwyczajam się do ruchu lewostronnego. Tak naprawdę wszystko zależy od nastawienia. Na początku jest nerwowo, ale odpowiednie skupienie minimalizuje zdenerwowanie. Z czasem nabiera się pewności i jazda po lewej stronie staje się normalnością. Tym bardziej, że większość mieszkańców Wysp Brytyjskich jeździ normalnie. Taki sposób bycia na drogach bardziej mi odpowiada, niż nieobliczalna dzicz na polskich szosach.

Nasza przygoda z hrabstwem Sligo zaczyna się na półwyspie Mullaghmore. To tutaj podziwiamy moc Oceanu Atlantyckiego. Silne wiatry i ogromne morskie fale ogarniają nasze umysły. Mały człowiek stojący nad urwiskiem, wpatrzony w potęgę przyrody. Walka o przetrwanie i respekt wobec sił natury...
Po opuszczeniu półwyspu Mullaghmore, zatrzymujemy się nieopodal wioski Cliffony. Znajduje się tu Creevykeel Court Tomb. Jest to tak zwany "grobowiec dziedzińcowy". Pochodzi on z okresu neolitu (4000 - 2500 lat p.n.e.). Jest to prawdopodobnie najlepszy przykład takiej budowli w Irlandii. Dobrze zachowana struktura przywołuje myśli o czasach bardzo odległych. Tysiące wyobrażeń na temat życia, które tu się toczyło. Dlaczego akurat to miejsce, dlaczego akurat taka konstrukcja...?
Pogrążeni w zadumie, powoli zbliżamy się do stolicy hrabstwa Sligo. Na chwilę przystajemy, by spojrzeć na górę Ben Bulben. Jej charakterystyczny kształt wyjątkowo wybija się w miejscowym krajobrazie. Patrząc na to wzgórze, możemy spróbować przywołać myśli, które nosił w sobie William Butler Yeats. Ten znany irlandzki poeta, laureat literackiej Nagrody Nobla (1923 r.), był mocno związany z tymi okolicami. Góra Ben Bulben wielokrotnie pojawia się w jego poezji, a w mieście Sligo znajduje się muzeum jemu poświęcone.
Stolica hrabstwa Sligo nazywa się Sligo. Jesteśmy tu dosłownie przez chwilę. Zapadają ciemności, a nas czeka długa droga do domu. Jemy małą kolację i ruszamy w podróż powrotną...

Irlandia Północna - krótki postój przy jeziorze Lower Lough Erne.

Jezioro Lower Lough Erne.

Półwysep Mullaghmore. W oddali majaczy Zamek Classiebawn.

poniedziałek, 26 maja 2014

Półwysep Cooley - grudzień 2013 (Irlandia)

Najmniejsze hrabstwo Irlandii nazywa się Louth. Jego stolicą jest miasto Dundalk. I jak już wcześniej pisałem, jest ono mało ciekawym miejscem. Za to jego okolice obfitują w wiele interesujących atrakcji. Na szczególną uwagę zasługuje półwysep Cooley (Cooley Peninsula). Są na nim m.in. malownicze wzgórza, starożytne miejsca kultu i średniowieczne ruiny. Wszystko to na wyciągnięcie ręki na północny wschód od Dundalku.

Dzień zaczynamy słonecznym, ale mroźnym porankiem ze szronem. Półwysep Cooley atakujemy większą grupą. W pierwszej kolejności, nasze samochody zabierają nas na pole golfowe należące do hotelu "Ballymascanlon". Z parkingu hotelowego idziemy zgodnie z kierunkowskazami. Prowadzą one do Proleek Dolmen. Jest to megalityczna budowla, którą współczesna nauka nazywa grobowcem. Ale tak naprawdę do końca nie wiadomo, po co budowano takie konstrukcje.
Zauważam tutaj pewną prawidłowość. Mianowicie, wszystko to, co w czasach prehistorycznych zostało zbudowane przez istoty rozumne i nie przypomina jakiejś współczesnej struktury, od razu nazywane jest grobowcem. Tak jakby dawni mieszkańcy ziemi budowali tylko grobowce. Nie świadczy to dobrze o wyobraźni współczesnych naukowców.
Proleek Dolmen ma około 5000 lat i jest jednym z najczęściej fotografowanych miejsc w Irlandii. Ta charakterystyczna budowla znajduje się na terenie pola golfowego, przez co jej klimatyczność jest nieco sfatygowana. Ale i tak warto zobaczyć to cudo neolitycznej inżynierii.

Pole golfowe przy hotelu "Ballymascanlon".

Tuż obok Proleek Dolmen znajduje się tzw. "grobowiec klinowy". Ma on około 4000 lat.

Proleek Dolmen - trzy wielkie kamienie wkopane w ziemię podpierają ogromny, ponad 40-tonowy głaz. Budowla ta ma około 3,5 m wysokości...

niedziela, 11 maja 2014

Slane, Bective, Trim, Tara - grudzień 2013 (Irlandia)

Naszą bazą w Irlandii jest miasto Dundalk. Leży ono na północno-wschodnim wybrzeżu Irlandii, niedaleko granicy z Irlandią Północną. Jest to dobre miejsce na wypady w północne rejony zielonej wyspy. Sam Dundalk jest raczej mało ciekawy. Może kiedyś zagłębimy się w to miasto, lecz teraz nie mamy na to czasu.

Zaczynamy od hrabstwa Meath. Dzień jest krótki, więc się spieszymy. Początek jest trochę niedbały. W miejscowości Slane oglądamy z daleka zamek. Jest on zamknięty dla zwiedzających. Raz do roku odbywają się tutaj wielkie koncerty - teren wokół zamku może pomieścić około 80 tysięcy ludzi. Grali tu m.in. Thin Lizzy, Bob Dylan, Bruce Springsteen, Queen, Guns N' Roses, Neil Young, Bryan Adams, U2, Stereophonics, Oasis... Zamek Slane to jedyna rzecz, którą oglądamy w tym miejscu. Nie docieramy do pagórka, na którym rzekomo św. Patryk w 433 r. zapalił znicz paschalny. Więc nie widzimy ruin kościoła z XVI wieku. A podobno warto je zobaczyć...

czwartek, 1 maja 2014

Dublin, Monasterboice - grudzień 2013 (Irlandia)

Przesilenie zimowe w ojczyźnie Celtów. Ich potomkowie dawno porzucili stare wierzenia, ale ślady starożytnej kultury są obecne w wielu miejscach współczesnej Irlandii. Nasze świętowanie zaczynamy od Dublina...

Lądujemy wieczorem. Wiatr rzuca samolotem nad płytą lotniska. Wychodzimy z terminalu. Wiatr chłosta nasze twarze. Już wiemy, że Irlandia przeminie nam z wiatrem... Przez dziewięć grudniowych dni naszego pobytu na celtyckiej wyspie doświadczamy prawie wszystkich możliwych pór roku. Nie ma tylko upalnego lata. Chociaż słońce potrafiło zaświecić w pełnej okazałości. W końcu to jego święto...

Polacy w Irlandii to duża grupa ludzi. Prawie każda osoba w Polsce ma kogoś na zielonej wyspie. Ewentualnie na większej wyspie obok... I tak się dobrze złożyło, że my o noclegi w Irlandii nie musimy się martwić. Więc nie mam pojęcia jak wygląda tutejszy rynek pensjonatów, hosteli, hoteli itp...

W Dublinie jesteśmy niecałe dwa dni. To za mało by dokładnie poznać miasto. Tym bardziej, że o tej porze roku szybko zapada zmrok, więc jesteśmy bardzo ograniczeni w zwiedzaniu. Dublin wydaje się bardzo jednorodnym miastem. Zabudowa centrum jest niska i ciasna, ale nie robi klaustrofobicznego wrażenia. Może to przez te kolory... Ludzie na mokrych od deszczu ulicach raczej są pozytywni do otaczającego ich świata. Przynajmniej na pierwszy i drugi rzut oka...
Dublin, jak to stolica państwa, ma wiele miejsc związanych z walką o niepodległość Irlandii. Przez setki lat Anglicy bardzo mocno wpłynęli na kulturalny, gospodarczy i społeczny obraz zielonej wyspy. Zdominowali mowę - język irlandzki to tylko napisy i tablice informacyjne. Ukształtowali szkolnictwo - założyli najważniejszą uczelnie w kraju: Trinity College. Na długie lata uzależnili gospodarczo i mieli duży wpływ na wygląd menu w irlandzkiej kuchni...
Nam Polakom bliska jest walka o niepodległość, więc mając mało czasu na dogłębne poznanie Dublina, spacer po tym mieście ograniczamy do miejsc związanych z ostatnią fazą walki o uniezależnienie się od Wielkiej Brytanii. Miejsca te mają związek z działalnością Michaela Collinsa. Był on założycielem i dowódcą IRA - Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Powstała ona po przegranym przez Irlandczyków powstaniu wielkanocnym. Od 1919 roku nękała Anglików w wojnie partyzanckiej, aż w końcu ci zgodzili się uznać częściową autonomię Irlandii. Michael Collins to ważna postać tamtych czasów - naczelny wódz wojsk irlandzkich, szef rządu tymczasowego Irlandii, minister finansów Wolnego Państwa Irlandzkiego...
Na wybór takiej opcji zwiedzania Dublina miał wpływ film Neila Jordana "Michael Collins" z 1996 roku.

środa, 16 kwietnia 2014

Praga, Kutná Hora - listopad 2013 (Czechy)

Czeska Praga (Praha) bardzo mnie przyciąga. To mógłby być mój drugi dom. A może nawet pierwszy... Jest w niej coś takiego swojskiego. Oczywiście nie mówię o turystycznych trasach. Choć i tam znajdziemy coś naszego, nietkniętego...

Tym razem z polskiego Wrocławia do stolicy Czech jedziemy zwykłymi drogami. Omijamy autostrady, bo oszczędzamy na winiecie. Takie chwilowe skąpstwo. Nie spieszymy się. Oglądamy tradycyjne widoki państwa środkowoeuropejskiego. Małe miasteczka i wioski, które w zwykły listopadowy dzień wyglądają bardzo przeciętnie. Jesteśmy wszędzie i nigdzie... Do Pragi jedziemy około 7 godzin.

Naszą bazą noclegową na te kilka dni w stolicy Czech jest botel "Racek" (ul. Podolské nábřeží). Ten hotel na wodzie nie ma wysokiego standardu. Ciasne pomieszczenia i poczucie dużej wilgoci mogą obniżać komfort osobisty, ale cena za noc i zawarte w niej śniadanie rekompensują te niedostatki. Chociaż tamtejszy poranny posiłek nie należy do wyszukanych uczt - duży wybór produktów, ale bardzo płaskie smaki.
Botel ten polecam dla osób niewymagających. Trochę oddalony od centrum miasta pozwala odetchnąć po dniu pełnym wrażeń, a przy okazji można zobaczyć inną twarz Pragi. Tą zwyczajną...
Samochód zostawiamy na parkingu należącym do hotelu. Po Pradze poruszamy się komunikacją miejską i na piechotę. W botelu "Racek" spędzamy 3 noce. Sprawdzić ceny i zarezerwować w nim nocleg można przez:

www.hostelworld.com

Listopadowa pogoda nie sprzyja spacerom. Jesienne kolory już trochę wyblakły, więc jest trochę ponuro. Nasze wędrówki praskimi ulicami prowadzą w różne nietypowe miejsca. Mają one związek z pracami Davida Černego. A przy jego dziełach pogoda nie jest aż tak ważna.
David Černý jest znanym czeskim artystą. Jego kontrowersyjne prace mają zmuszać odbiorców nierzadko do intensywnego myślenia - we współczesnym świecie często tego brakuje. Instalacje, pomniki, rzeźby Černego bywają irytujące i obrazoburcze. Ale tylko tak obecnie można pobudzić ludzkie szare komórki. W odbiorze tych prac ważny również jest dystans do siebie i do otaczającej rzeczywistości oraz poczucie humoru.

Czeskie drogi...

Praga. Botel "Racek" - nasz pokój.

Botel "Racek" - nasza łazienka.

Botel "Racek" - korytarze i miraże...

Botel "Racek" - recepcja.

Botel "Racek" - wejście na pokład.

Botel "Racek" i rzeka Wełtawa.

Praga. Idziemy do centrum miasta...

...brzegiem Wełtawy.

Praga. Hradczany ponurą listopadową porą.