niedziela, 8 września 2013

Miasto Meksyk - marzec 2013 (Meksyk)

I ponownie jesteśmy w mieście Meksyk. Pętla się zamknęła. Na TAPO (jeden z czterech głównych dworców autobusowych stolicy Meksyku) jesteśmy po godzinie 17:00. Podróż z Veracruz zajęła nam około 7 godzin. Z dworca udajemy się metrem do hostalu, w którym spędzamy jedną noc. Jest to "Hostal Victoria DF" przy ulicy Varsovia 11. Mimo, że znajduje się w tzw. bogatej dzielnicy, nie jest on jakoś pozytywnie wyjątkowy. Wręcz przeciwnie. Panuje w nim ponura i klaustrofobiczna atmosfera. Problemem może być jego odszukanie: znajduje się w bocznej, ślepej uliczce, za bramą z domofonem.

Zbliża się czas naszego powrotu do Polski, lecz ja jeszcze nie nasyciłem się Meksykiem. Jego stolica ma dla mnie wciąż wiele do zaoferowania i na pewno będę chciał tutaj wrócić. Czy niedługo? To się okaże...
Poranek następnego dnia. Z "Hostal Victoria DF" przenosimy się do "Massiosare El Hostel" przy ulicy Revillagigedo 47 (patrz: "Miasto Meksyk, Teotihuacán - luty 2013"). I zaczynamy ponowną eksplorację stolicy Meksyku. Właściwie to ten dzień prawie w całości poświęcamy Fridzie Kahlo i Diego Riverze. Są to ciekawe i wyraziste postacie, związane dość mocno ze stołecznym miastem. Muszę powiedzieć, że trudno mi oddzielić ich przekonania polityczne od twórczości. Nie jest mi z nimi po drodze, tym bardziej, że w swoich pracach często odwoływali się do idei komunizmu. Ale nie można obok nich przejść obojętnie. Tym bardziej, że mieszkali i pracowali w bardzo interesujących miejscach i okolicznościach. Tak więc, tego dnia odwiedzamy ich dwa muzea:
- Museo Frida Kahlo (tzw. "Niebieski Dom") przy ulicy Londres 247. Wstęp: 5,70 USD (fotografowanie 4,60 USD). Bogato wyposażone zbiory. Jej obrazy i przedmioty codziennego użytku. To tutaj gościł przez pewien czas Lew Trocki.
- Museo Casa Estudio Diego Rivera y Frida Kahlo przy ulicy Diego Rivera 2. Wstęp: 0,90 USD (fotografowanie 2,30 USD). Są to dwa domy zbudowane w stylu modernistycznym. Jeden należał do Diego, drugi do Fridy. Mają ciekawe rozwiązania architektoniczne, ale nie powalają zbiorami.
Oba muzea znajdują się w ciekawych okolicach, więc zrobiliśmy sobie pomiędzy nimi inspirujący spacer.

Dzień kończymy na turnieju Lucha Libre. Jest to meksykański odpowiednik amerykańskiego Wrestlingu - zapasów w "teatralnej" oprawie. Panowie w maskach rzucają się po ringu jak ziemniaki w betoniarce. Nikomu nie dzieje się krzywda, ale niektóre akcje są spektakularnie karkołomne. Widzowie są wniebowzięci i na widowni panuje szaleństwo. Mi najbardziej podobały się karły.
Niestety, nie mam zdjęć z tej imprezy. Aparat musiałem zdać do depozytu. Okazało się, że nie można robić fotografii podczas tego typu imprez. Nawet małym kompaktowym aparatem. Ale... Ja ze swoim za bardzo się afiszowałem przy wejściu. Gdybym wyciągnął go dopiero na widowni, to miałbym fajną fotorelację. Cóż, może następnym razem.

Museo Frida Kahlo (tzw. "Niebieski Dom") - kolekcje i wyposażenie...


Museo Frida Kahlo (tzw. "Niebieski Dom") - wewnętrzny dziedziniec...


Museo Frida Kahlo (tzw. "Niebieski Dom") - na zewnątrz.

Museo Casa Estudio Diego Rivera y Frida Kahlo - dom Fridy.

Museo Casa Estudio Diego Rivera y Frida Kahlo - dom Diego.

Miasto Meksyk - stanowisko wypożyczalni miejskich rowerów.

Wieczór z Lucha Libre.


Kolejny dzień i kolejne nowe miejsca. Najpierw jedziemy do pływających ogrodów. Znajdują się one w podmiejskiej dzielnicy Xochimilco. Aby tam się dostać należy wsiąść do Tren Ligero i jechać do końca jego trasy. Jest to jedyna linia tramwajowa w mieście Meksyk. Ostatnia stacja to właśnie Xochimilco. Potem należy podążać za znakami "embarcaderos". Prowadzą one do przystani, gdzie można wypożyczyć łodzie.
Teoretycznie mają to być relaksacyjne rejsy wśród zieleni. Ale... Z relaksem to one nie mają nic wspólnego. Ogrody, które się mija, są wprawdzie ładne - pełne zieleni i kolorowych kwiatów. Natomiast na wodzie panuje chaos, ścisk i hałas - imprezy na łodziach, pływające orkiestry, handlarze z jedzeniem i pamiątkami. Trzeba przyznać, że nie są zbyt natarczywi, ale ich ilość przekracza wszelkie normy. Nie jest to miejsce gdzie można odpocząć od trosk dnia codziennego. Może w tygodniu panuje tu spokojniejsza atmosfera. Ale to w weekend przeciętny człowiek poszukuje wyciszenia.

Kolejne miejsce jakie zwiedzamy tego dnia to "La Merced" - największy targ w mieście. Obszar handlowy oraz tamtejsze tłumy są nie do opisania. Potężne hale nie mogą pomieścić wszystkich zainteresowanych, więc handel przenosi się na sąsiednie ulice. Można tam zakupić dosłownie wszystko, łącznie z usługami seksualnymi. Kolorowe prostytutki stoją obok rowerów, jedzenia, mebli, narzędzi, sprzętu elektronicznego, płyt CD i DVD, książek, zabawek, ubrań, pamiątek itd... Zdjęć z tego miejsca nie posiadam. To trzeba zobaczyć na własne oczy.

Dzień kończymy w okolicach Zócalo. Przechadzamy się uliczkami, zaglądamy do Palacio Nacional, obserwujemy wojskowe przygotowania do ceremonii opuszczenia flagi z olbrzymiego masztu, który znajduje się na głównym placu miasta.

Kanały w Xochimilco. Nasz rejs nie jest długi. Ceny odstraszają. Stosowanie podwójnych cenników w tym miejscu jest oczywistością - obcokrajowiec płaci znacznie więcej.


Kanały Xochimilco - "pływające" ogrody.

Miasto Meksyk - okolice Zócalo...


Ciężarówki z żołnierzami przed Palacio Nacional.

Palacio Nacional - mural Diego Rivery (jeden z wielu w tym miejscu).

Palacio Nacional - wewnętrzny dziedziniec.

Wojskowe przygotowania do ceremonii opuszczenia narodowej flagi Meksyku.

Flaga Meksyku powiewająca nad Zócalo.



Ostatni dzień w Meksyku. Nasz wyjazd dobiega końca. A moje wrażenia są takie, że chcę tu wrócić jak najszybciej. Jest to kraj skrajności. Ekstremalnie głośne centra miast i wyciszające umysł prowincje. Stare jak świat tajemnicze zabytkowe budowle i nowoczesne wieżowce w największych metropoliach. Indiańska tradycja i kultura obok bankomatów oplecionych siecią Wi-Fi. Dzielnice biedy i najbogatszy człowiek świata.
Tego nie da się opisać. To trzeba zobaczyć, poczuć i przeżyć. Jednakże uważam, że jest to jeden z wielu normalnie rozwijających się krajów, który boryka się z różnymi problemami, swoistymi dla swojego położenia geograficzno-politycznego. Przy obecnym stanie globalizacji, pewne rzeczy, które niegdyś uważane były za egzotyczne, w chwili obecnej przestają już takimi być. Ktoś, kto ma otwarty umysł, szybko dostosuje się do warunków panujących w Meksyku. Ilość obcokrajowców, którzy ułożyli sobie tutaj życie, świetnie o tym świadczy.

Ostatnie godziny przed wylotem spędzamy w okolicach Paseo de la Reforma - jednej z najsłynniejszych ulic stolicy Meksyku. Mijamy nowoczesne biurowce, które górują nad zielonym od roślinności deptakiem. Szklane stalowe budynki otoczone drzewami i krzewami. Obok szumią samochody, a pomiędzy tym wszystkim niespiesznie poruszają się ludzie - każdy żyjący w swoim świecie. Tak różnym od naszego, a zarazem tak podobnym...

Paseo de la Reforma - pomnik po lewej to "El Ángel" ("Monumento a la Independencia").

Meksykańska Giełda Papierów Wartościowych na Paseo de la Reforma.

Paseo de la Reforma - stanowisko wypożyczalni miejskich rowerów.


Idąc ulicą Morelos kierujemy się w stronę "Massiosare El Hostel"...



I zaczynamy naszą podróż powrotną... Na lotnisku w stolicy Meksyku zjawiamy się późnym popołudniem. Niestety, Terminal 1 tego portu lotniczego ma kiepską informację ogólną. To znaczy, że oznaczenia kierunków, punkty orientacyjne i wiadomości na ekranach elektronicznych trochę wprowadzają w błąd. Sam budynek nie jest skomplikowany architektonicznie, ale jest dość długi i trzeba się nachodzić. Wdzierają się w nas lekkie nerwy, ale wszystko dobrze się kończy i nasz wieczorny lot odbywa się bez większych zakłóceń.
Nasz lot do Europy obsługują francuskie linie lotnicze Air France. Mamy jedną przesiadkę - ma ona miejsce na lotnisku "Paryż - Charles de Gaulle". Główny port lotniczy stolicy Francji nie jest gościnnym miejscem. Niemiła obsługa i fatalne zarządzanie czasem pasażerów, którzy muszą się przesiąść na inny samolot - to główne grzechy tego miejsca.
Z lotniska "Paryż - Charles de Gaulle" linie Air France transportują nas drogą powietrzną na lotnisko "Berlin - Tegel". W stolicy Niemiec zastajemy niemiecki porządek, więc odbiór naszego samochodu odbywa się bardzo sprawnie.
Wieczorna podróż autostradami z Berlina do Wrocławia nie jest jakoś szczególnie zajmująca. W stolicy Dolnego Śląska jesteśmy przed północą. Europa i Polska wita nas mroźną zimą.

Miasto Meksyk. "Massiosare El Hostel" - taras. Chwile przed odlotem.

Port lotniczy "Paryż - Charles de Gaulle".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz