wtorek, 2 lipca 2013

Mérida, Campeche - marzec 2013 (Meksyk)

Za nami Chichén Itzá i Uxmal, przed nami zapadająca w ciemnościach Mérida... Kierujemy się na tutejsze zócalo. Witani jesteśmy kolorowymi światłami i głośną muzyką. Kolejna meksykańska impreza wypełnia po brzegi centralny plac miasta. Wypożyczony samochód parkujemy na jednej z bocznych uliczek i idziemy do naszego hostalu...

I oto jesteśmy... "Hostal Zocalo" przy ulicy 63, numer bramy 508 (pomiędzy ulicami 62 i 60) - na głównym placu miasta. Przez otwarte okna słyszymy melodyjną meksykańską muzykę graną na żywo. A gdy z naszego pokoju wychodzimy na balkon, widzimy intensywnie oświetlone zócalo - kolorowe kolonialne budynki, stragany z jedzeniem i pamiątkami, latarnie wśród drzew oświetlające chodniki. Niezapomniany widok... O samym hostalu wiele nie mogę napisać, ponieważ trafiamy na trwający w środku remont. Część wnętrz jest już skończona i prezentuje się bardzo dobrze. Ale to co oczekuje na odnowienie nie zachęca do dłuższego pobytu. Szczególnie męska łazienka z toaletą. Pewnie w niedalekiej przyszłości hostal ten będzie fajnym i wygodnym miejscem. A na razie trzeba pochwalić dobrą obsługę i banany, które dostaje się przy wymeldowaniu - bardzo fajny zwyczaj.

Po spędzonej nocy w "Hostal Zocalo", rano odstawiamy samochód do wypożyczalni i idziemy na spacer po centrum Méridy... Czuję niedosyt... Miasto jest warte dłuższego pobytu. Tu jest jakiś inny Meksyk. Kiedyś obszar Jukatanu posiadał dużą autonomię i tutejszy rozwój przebiegał inaczej niż w reszcie kraju. I to w Méridzie widać. Silne wpływy europejskie rzucają się dość mocno w oczy, przez co można się tu poczuć naprawdę swojsko. I chyba tylko tyle mogę napisać na temat tego miasta.
Około południa zabieramy nasze rzeczy z hostalu i idziemy na dworzec autobusowy II klasy. Stąd ruszamy w 3-godzinną podróż do Campeche.

Mérida. Zócalo wieczorową porą...


Mérida. Katedra.

Mérida. "Hostal Zocalo" - nasz pokój.

Mérida. "Hostal Zocalo" - główny hol.

Mérida. Katedra w blasku dnia.

Mérida. Katedra - wnętrze.

Mérida. Pałac Gubernatora - dziedziniec.

Mérida...



Jesteśmy w Campeche. Wczesne popołudnie nad Zatoką Meksykańską. Wysiadamy na dworcu autobusowym II klasy. Tymczasem, kolejny autobus mamy z dworca I klasy. A ten znajduje się w zupełnie innej części miasta. Jest to irytujące, ale czasem tak bywa... Wsiadamy do miejscowej komunikacji miejskiej. Jest to mały stary autobus. Nazwy miejsc, do których się udaje, są namazane farbą na przedniej szybie. W środku, wokół kierowcy panuje artystyczny nieład. Różne dziwne i niedziwne ozdoby oddają charakter prowadzącego. A ten, czasem przyciśnięty potrzebą, przerywa kurs i udaje się w ustronne miejsce za stacją benzynową... Tak wygląda komunikacja miejska w większości meksykańskich miast. Oczywiście, są również nowoczesne środki transportu, ale większość to właśnie takie wszędobylskie busy, które docierają do każdego zakątka miasta.
Pojazd wesoło podskakując na drodze, transportuje nas do upatrzonego wcześniej celu. I tutaj mamy kolejną niespodziankę. Na dworcu autobusowym I klasy nie ma przechowalni bagażu. To dla nas nowość, bo wcześniej nie mieliśmy z tym problemu. Szybkie ogarnięcie sytuacji i bagaże zostawiamy w prywatnej przechowalni na przeciwko dworca. I pierwsza myśl po tym czynie: "Czy jeszcze je zobaczymy?"
Do centrum wracamy kolejnym małym autobusem i zaczynamy poznawać miasto...

Campeche ma ładną kameralną starówkę. Klimatyczne kolorowe budynki nie grzeszą wysokością i dzięki temu nie przytłaczają. Lekko mi się spacerowało wśród wyciszonych dźwięków historii, które kryją się tutaj za każdym rogiem. Warto spędzić w tym mieście przynajmniej jeden dzień. Zobaczyć mury obronne, które w dawnych czasach chroniły przed piratami. Posłuchać szumu Zatoki Meksykańskiej. Przysiąść na zócalo i rozpłynąć się w chmurach.
Pozostała część miasta jest dla mnie zagadką, ale przez okno autobusu nie wygląda zachęcająco.

Po kolacji w staromiejskiej restauracji wracamy na dworzec autobusowy. Odbieramy nasze bagaże całe i zdrowe. Zasiadamy w oczekiwaniu na dworcowej poczekalni. Po godzinie 20:00 wsiadamy do autobusu. Kilkunastogodzinna nocna podróż kończy się w Veracruz...

Campeche. Miejski autobus wewnątrz...

...i na zewnątrz.

Campeche. Katedra.

Campeche...





Campeche nad Zatoką Meksykańską.

Campeche. Baluarte de San Carlos. Bastion, w którym znajduje się niewielkie, ale ciekawe muzeum miejskie...


Campeche. Uliczki starówki...


Campeche. Po kolacji, przed podróżą...

3 komentarze:

  1. Wow musicie mieć niesamowite wspomnienia z takich podróży a zdjęcia dodają prawdziwego smaczku .Ogólnie fajnie opisujecie każdą wędrówkę.

    Pozdrawiam

    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  2. http://podroze-to-moja-pasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :)
      Ciekawe są te zdjęcia z Przemyśla. Musimy się tam kiedyś wybrać...

      Usuń