sobota, 27 sierpnia 2011

Grenada, Veleta - lipiec 2011 (Hiszpania)

Z Walencji (Valencia) do Grenady (Granada) jedziemy autobusem ponad 8 godzin. Jest słoneczny poranek. Z dworca autobusowego udajemy się komunikacją miejską na ulicę Gran Via de Colon, która znajduje się w samym centrum Grenady. W hostalu "Sonia" przy tejże ulicy wynajmujemy pokój. Jest on dwuosobowy. Posiada łazienkę, TV, WiFi i klimatyzację. Cena: 15 EUR/os.
Grenada oferuje bardzo korzystne ceny noclegów przy zachowaniu wysokiej jakości usług. Nasz hostal (hostal to coś pomiędzy hostelem a hotelem) nie odbiegał od tej reguły. Był czysty i miał miłą kompetentną obsługę. Do tego znajdował się w centrum miasta.

Do tej pory w kontaktach z Hiszpanami wystarczał nam język angielski. Hiszpańskiego używaliśmy bardzo sporadycznie. Po przyjeździe do Grenady to się zmieniło. Teraz musiałem zacząć pracować na bardzo wysokich obrotach mózgowo-językowych. Mój hiszpański dopiero się "rozwija" i początki były ciężkie. Ale powoli się rozkręciłem i im bliżej było do powrotu do Polski tym lepiej radziłem sobie w tej materii.

Pierwszy dzień w Grenadzie to spacer po starej dzielnicy Albaicin. Bardzo klimatyczne miejsce. Wąskie uliczki pośród starych, zabytkowych kamieniczek...

Nasz pokój w hostalu "Sonia". Widok mieliśmy na schody ewakuacyjne. No, ale coś za coś...

Recepcja hostalu "Sonia" znajduje się na trzecim piętrze tego budynku.


Katedra.





Albaicin...


Gran Via de Colon.


Drugi dzień w Grenadzie. Nasz główny cel: Alhambra. Pobudka o 07:00 rano - bo przecież ludzie stojący w kilometrowych kolejkach wykupią wszystkie bilety... Oczywiście była to tylko miejska legenda. Przy kasie jesteśmy po godzinie 09:00. Nie stoimy w żadnej kolejce. Bilety na cały kompleks Alhambry (13 EUR/os.) kupujemy w iście ekspresowym tempie. Jesteśmy w środku...
Ale Uwaga! Na bilecie jest wydrukowana godzina wejścia na teren Pałaców Nasrydów. Trzeba ściśle przestrzegać tej godziny. Kto nie przestrzega, ten nie zwiedza...

Alhambra. Zaczynamy zwiedzać...


Dzielnica Albaicin widziana z Alhambry.

Grenada widziana z Alhambry.








Grenada. Dzień trzeci. Znowu pobudka o 07:00 rano. Jestem na wakacjach, a czuję się jakbym wstawał do pracy. Po 08:00 jesteśmy na dworcu autobusowym. Na śniadanie spożywamy kawę i pączka hiszpańskiego w dworcowym barze.

Trzeba przyznać, że ceny w restauracjach i barach w Andaluzji (Andalucia) są bliższe naszej kieszeni. A do tego zwykła standardowa hiszpańska kawa podawana w zwyczajnym osiedlowym punkcie gastronomiczny smakuje nieporównywalnie lepiej niż produkty kawopodobne w Polsce, podawane w tak zwanych "renomowanych" kawiarniach.
Natomiast z piwem jest trochę inaczej. W hiszpańskim upale każde zimne piwo będzie smakować rewelacyjne. Ale moje subiektywne poczucie smaku mówi mi, że piwo z małego niezależnego polskiego browaru jest zdecydowanie lepsze... Takie gastronomiczne spostrzeżenia.

Po śniadaniu wsiadamy do autobusu, który zawozi nas do Schroniska Uniwersyteckiego (2475 m n.p.m.), znajdującego się nad turystycznym miasteczkiem Solynieve (Pradollano). Jesteśmy w Sierra Nevada. Nasz cel: szczyt Veleta (3396 m n.p.m.). Podejście jest niby proste, ale bardzo zdradliwe jeżeli chodzi o poczucie bliskości celu. Trzeba naprawdę ostrożnie szacować odległość do szczytu. Złe oszacowanie może bardzo wydłużyć wędrówkę w czasie. A z czasem trzeba się tu liczyć, ponieważ autobus powrotny do Grenady jest tylko jeden (poza "sezonem", ale "sezon" to tutaj zima).
Autobusy pomiędzy Grenadą a Sierra Nevada obsługuje firma "Autocares Bonal". Bilet w jedną stronę kosztuje 5 EUR/os. Odjazd z Grenady jest o 09:00 rano. Czas jazdy: niecałe półtorej godziny. W drogę powrotną autobus rusza o godzinie 17:00 z parkingu Schroniska Uniwersyteckiego. Jedzie około 1 godziny. Powyższe informacje dotyczą okresu letniego.

Droga na szczyt Veleta.

Schronisko Uniwersyteckie (2475 m n.p.m.) i miasteczko Solynieve.





Szczyt Veleta widziany ze szlaku.



Po prawej: szczyt Mulhacen (3479 m n.p.m.) - najwyższa góra Półwyspu Iberyjskiego.

Szczyt Veleta (3396 m n.p.m.).










Wracamy do Grenady. Jeszcze jedną noc spędzamy w hostalu "Sonia". A z rana, następnego dnia, ruszamy do Almerii (Almeria).

1 komentarz:

  1. wysokość może i duża ale widoki ...po tym doceniam nasze poczciwe cudne tary!!!!!!!!!!!!
    oczywiście każde góry mają swój urok.
    mam świra na punkcie dachów których tam nie brakuje no i te przestrzenie...fajne

    OdpowiedzUsuń