sobota, 20 sierpnia 2011

Barcelona, Tarragona - lipiec 2011 (Hiszpania)


Barcelona

Na lotnisku w Gironie (Girona) lądujemy w środę późnym popołudniem. Transport do Barcelony jest bardzo sprawnie zorganizowany. Autobusy "Barcelona Bus" są zsynchronizowane z przylotami samolotów. Ich stanowisko postojowe jest zaraz przy terminalu lotniska. Odjeżdżają one w takiej ilości, by pomieścić wszystkich pasażerów samolotu. Oczywiście tych, którzy mają chęć dostać się w ten sposób do stolicy Katalonii. Bilet kosztuje 12 EUR. Jedzie się około godziny bez przystanków po drodze. Z autobusu wysiadamy na dworcu autobusowym "Barcelona Nord". On dalej nie jedzie. Stamtąd udajemy się koleją dojazdową do miejscowości El Prat de Llobregat. Tam będzie nasza siedziba na wypady do Barcelony.

El Prat de Llobregat nocą.

Stacja kolei dojazdowej w El Prat de Llobregat. Stąd do centrum Barcelony jedzie się około 15 minut.




Dworzec kolejowy "Barcelona Franca"...


Pierwszy dzień w Barcelonie. Deszcz pada od rana. Polski akcent tego lata. W połowie dnia jednak przestaje padać i zaczynają się nasze długie dwa tygodnie upałów. To jest to, co misie lubią najbardziej.

Pierwsze spostrzeżenia. Barcelona to miasto, które zachwyciło mnie architekturą. Ja jeszcze dużo nie widziałem, ale jednak... Dlaczego nie buduje się tak w Polsce?

Poza tym, trzeba się przygotować na naprawdę sporą ilość turystów. To nie powinno dziwić, ale przez to Barcelona staje się miejscem, które trzeba zaliczyć i zapomnieć. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi...

Teraz o komunikacji miejskiej. Jest prawie wzorowa. Problemy zaczynają się przy oznaczeniach. Jest to chyba charakterystyczne dla całej Hiszpanii. Do oznaczeń kierunków trzeba podchodzić z podejrzliwością. Bardzo często jest tak, że kierunkowskaz (w tunelu metra, na drodze, na chodniku, na ścieżce itp.) jest ustawiony w dwuznacznym miejscu. I trzeba naprawdę upewnić się co do trasy, którą wskazuje.

Ceny są różne, ale ogólnie mówiąc Barcelona to drogie miasto. Z tutejszymi specjałami spożywczymi daliśmy sobie spokój. Naszymi dostawcami żywności były głównie dyskonty. A jak ktoś lubi "kebab", to na ciepło można zjeść naprawdę tanio i smacznie...
Ja nie jestem kulinarnym turystą i nie przywiązuję wagi do tego, co jem na wyjazdach. Muszę być tylko najedzony. A czym? To nie istotne. Byle by mnie nie zabiło - teraz lub za jakiś czas...








Jeden z wielu punktów wypożyczalni rowerów miejskich "Bicing". Te wypożyczalnie przeznaczone są głównie dla miejscowych jako dodatkowy środek transportu. Krótkoterminowy turysta ma utrudnioną drogę by otrzymać dokument uprawniający do poruszania się tymi rowerami. Dla takich osób są "specjalne" wypożyczalnie rowerów.




Kolumna Kolumba.



Katedra św. Eulalii.



Casa Batllo.

Casa Mila.

Bazylika Sagrada Familia. Mnie rozczarowała. Jeden wielki plac budowy. Jeszcze nie skończyli budować, a już remontują. Prawie jak w Polsce...


Główny dworzec kolejowy "Barcelona Sants".

"Libacja na skwerku". Wrocławska klasyka w El Prat de Llobregat.


Nasze zwiedzanie nigdy nie jest jakoś ściśle zaplanowane. Staramy się delektować odwiedzanymi miejscami. Ale różnie z tym bywa. Oczywiście, w miejscach gdzie jest dużo do zobaczenia, trzeba mniej więcej określić "kierunek zwiedzania", ale często bywa on modyfikowany w trakcie wędrówek.

Drugi dzień zaczynamy od kościoła Santa Maria del Mar. Poruszanie się po mieście ułatwia nam czterodniowy bilet na wszystkie środki transportu publicznego. Koszt 21 EUR/os. Jest on ważny na całą barcelońską aglomerację i na wszystkie miejskie środki transportu, łącznie z kolejami dojazdowymi. Ale uwaga! Ten bilet nie jest ważny od godziny skasowania, tylko od dnia skasowania. Czyli, ważność biletu skasowanego w piątek upływa w poniedziałek. Bez względu na godzinę skasowania. A, taka mała niesprawiedliwość...
Co do aglomeracji. Barcelona jako miasto ma jeszcze przyległe, znacznie rozbudowane "twory miejskie". Są to osobne miejscowości (np. El Prat de Llobregat). Ale tak bardzo "przylegają" do stolicy, że czasami trudno określić czy to jeszcze Barcelona, czy już inne miasto. I tu pojawia się problem z planami miasta. Nie znalazłem mapy, która obejmuje całą barcelońską aglomeracje. Jest to spore utrudnienie, jeżeli dojeżdża się do centrum spoza głównego ośrodka miejskiego.


Kościół Santa Maria del Mar.


La Boqueria - hala targowa.




Stacja metra.

Park Montjuic.

Działo należące do twierdzy/zamku/fortecy na wzgórzu Montjuic.

Wnętrza Twierdzy Montjuic.

Widok na port z Twierdzy Montjuic.

Panorama miasta z Twierdzy Montjuic.


Nie wychylaj się, bo zgubisz aparat.

Stadion olimpijski.

Kompleks olimpijski.

Muzeum sztuki.



Stacja metra.

Barceloński tramwaj.

"Libacja na skwerku 2". El Prat de Llobregat.


Trzeci dzień zaczynamy od wzgórza Tibidabo. Na tym wzgórzu jest park rozrywki z kościołem. Albo odwrotnie... Dostajemy się tam za pomocą samochodu osobowego, prowadzonego przez Izabelę - Polkę, u której mieszkamy w El Prat de Llobregat. Pozdrawiamy!
Potem planujemy pojechać jeszcze raz na "Camp Nou". Dzień wcześniej nie udało nam się wejść na stadion (byliśmy po godzinie zamknięcia). Lecz tym razem pojawia się inna blokada. Cena... 22 EUR za oglądanie całego stadionu "FC Barcelona". Tylko po co. Nie ma możliwości zobaczenia samej płyty boiska i trybun. A mnie nie interesują szatnie, korytarze, loże VIP i miejsca pomeczowej toalety Leo Messi & Co. Gdybym jeszcze był fanem tego klubu...
To nie pierwsze nasze rozczarowanie, podczas tej podróży, dotyczące cen nieadekwatnych do jakości atrakcji. O pozostałych napiszę w następnych postach.

Powoli nasza wizyta w Barcelonie dobiega końca. Mnie osobiście to miasto rozczarowało. Poza architekturą nic mnie tu nie poruszyło. Klimat tego miasta jest jakiś taki przytłaczający...

I jeszcze jedna rzecz. Wszystkie oznaczenia (transport, nazwy miejsc, kierunki itp.) są opisane w dwóch językach: hiszpańskim i katalońskim. Często nie jest zachowana uniwersalna kolejność tych oznaczeń i trzeba się nagimnastykować w odkrywaniu, o co w tym wszystkim chodzi...

Widok na Barcelonę ze zbocza wzgórza Tibidabo.


Wieża RTV "Collserola".

Kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego na wzgórzu Tibidabo.


Park Guell. Porażające tłumy turystów...



Wyszarpana chwila samotności w Parku Guell.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tarragona

Do Tarragony przyjeżdżamy w niedzielę rano. Podróż odbywa się pociągiem, w którym przeprowadzam ciekawą pogawędkę z czeskim podróżnikiem Davidem. Jakie te słowiańskie języki są do siebie podobne...

W Tarragonie chcemy zostawić nasze duże plecaki w jakiejś dworcowej przechowalni bagażu, ale okazuje się, że oba dworce (kolejowy i autobusowy) nie posiadają takich przechowalni. Fatalnie...
Chcieliśmy poświęcić cały dzień na zobaczenie Tarragony i wieczorem ruszyć do Walencji lecz nasz plan ulega modyfikacji i po zobaczeniu bliskich okolic reprezentacyjnej ulicy Rambla Nova, w południe udajemy się autobusem do Walencji (Valencia).

Ważne linki:
www.alsa.es - największe hiszpańskie linie autobusowe.
www.renfe.com - hiszpańska kolej.
Na tych stronach można sprawdzić połączenia (ich godziny i ceny) oraz zakupić bilety.

A Tarragona na krótki rzut oka okazuje się ładnym i ciekawym miastem. Wartym bliższego poznania. I tylko tyle mogę na ten temat napisać. A! I jeszcze to, że bagaże można zostawić w przechowalni znajdującej się w Informacji Turystycznej. Tylko, że ta Informacja Turystyczna w niedzielę jest czynna do 14:00...


Ruiny amfiteatru rzymskiego i kościoła.





Dworzec autobusowy w Tarragonie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz