niedziela, 21 stycznia 2018

Sun Moon Lake - listopad 2017 (Tajwan)

Tajwańska Kolej Dużych Prędkości (Taiwan High Speed Rail) łączy Tajpej z Kaohsiung. Dobrze zorganizowane pociągi mkną z maksymalną prędkością 300 kilometrów na godzinę. Jednym z nich jedziemy do Taichung. Następnie wsiadamy do lokalnego autobusu i w okolicach południa jesteśmy nad Sun Moon Lake. Największe jezioro na Tajwanie oferuje wiele atrakcji. Wyciszenie w przyrodzie, świeżą herbatę z okolicznych plantacji, szlaki turystyczne wijące się w górach, rejsy łodziami, jazdę koleją gondolową, malownicze świątynie, centrum kulturalne tajwańskich aborygenów. My wybieramy wyciszenie z herbatą i krótką wędrówkę po górach.

"Sun Fog Hotel" znajduje się nad samym jeziorem (Zhongshan Road, centrum turystyczne Shuishe). Mieszkamy w budynku na śródziemnomorską nutę z wnętrzami w marynistycznych klimatach. Wyjątkowo przytulne miejsce z kojącym widokiem. Obsługa według rezerwacji mówi teoretycznie po angielsku. Ale to takie małe oszustwo, które chyba jest częste w usługach hotelarskich na Tajwanie. Bo wystarczy odrobina technologii by zrozumienie stało się rzeczywistością. Człowiek na recepcji z wielką wprawą odpala na smartfonie Tłumacza Google i zaczyna po chińsku mówić do urządzenia. Za chwilę już wszystko wiemy. Angielskie zdania płyną do nas głosem i tekstem. Kiedy okazuje się, że w naszym pokoju jest mrowisko, robimy podobną akcję. Nowy lokal dostajemy w mgnieniu oka.

Język angielski jest uniwersalną cienką linią, która łączy ludzi na całym świecie. Tutaj staje się to takie wyraziste. Kiedy ta linia zostaje przerwana, zaczyna się nieporozumienie. Na szczęście Tajwańczycy to otwarci ludzie. Wiele informacji jest uniwersalnych również w języku migowym. Obrazki też bywają pomocne, tak jak chińskie transkrypcje w przewodniku. No i w końcu jest technologia, która naprawdę zaczyna przynosić zaskakujące rezultaty. Bariera językowa zanika na naszych oczach. Ciekawe, co będzie następne.

Taichung THSR Station. Pociąg typu Shinkansen...

...seria 700T.

Sun Moon Lake. Świątynia Wenwu.

Sun Moon Lake...

piątek, 12 stycznia 2018

Kaohsiung - listopad 2017 (Tajwan)

Kaohsiung. Jeden z największych portów kontenerowych na świecie. Nowoczesne miasto, które wciąż się rewitalizuje po swoim mocno industrialnym charakterze. Nowe budynki i ciekawe przestrzenie publiczne. Stara część portowa została przerobiona na obszar aktywności kulturalnej. Muzea, galerie, restauracje i kawiarnie. Czasami wygląda to groteskowo, gdy między starymi mieszkalnymi budynkami wyrasta nowoczesny biurowiec. Prawda czasów, prawda ekranu. Prawda... Tymczasem wieczór należy do Lotus Lake (Lianchi Tan). Jezioro z barwnymi obiektami sakralnymi. Duchowa aura w plastikowym kiczu. Aczkolwiek jest to przyjemne dla oka i wyjątkowo fotogeniczne.

W Kaohsiung zatrzymujemy się w "Long Siang Hotel" (Liwen Road). Znajdujemy go według współrzędnych GPS, ponieważ jego nazwa na budynku napisana jest po chińsku, a transkrypcje adresów na Tajwanie zależą od źródła i prawie zawsze się różnią. Na recepcji nikt nie mówi po angielsku... Prawie nikt. Na chwilę pojawia się chłopak, który usprawnia nasze zameldowanie. Na szczęście w hotelu jest ROOF - magiczny dach, oferujący niezbędne dla nas rzeczy. Po okazyjnej chwili szperania, zaopatrujemy się tam na własną rękę w dolną część czajnika elektrycznego oraz w papier toaletowy, a w samoobsługowej pralni robimy pranie. Hotelowe śniadanie jest średnie, ale lokalizacja obiektu to rekompensuje. Okolica pełna jest niezbędnych miejsc, a bliskość metra przyspiesza przemieszczanie.

Kaohsiung. Widok z pokoju w "Long Siang Hotel".

Tajwańska przekąska, przez niektórych nazywana "Funny Fish".

Kaohsiung. Przechodzimy przez dzielnice Yancheng i Gushan...

niedziela, 31 grudnia 2017

Park Narodowy Taroko - listopad 2017 (Tajwan)

W miasteczku Xincheng jesteśmy przed południem. Pensjonat "Taroko Susi Space" przy Zhongzheng Road jest prowadzony przez rodzinę i panują w nim wyjątkowo domowe warunki. Przed wejściem na pokoje ściągamy buty i po mieszkalnej przestrzeni chodzimy boso. Śniadanie jest robione indywidualnie dla gościa i dzięki temu smakuje nadzwyczaj pysznie. Najbliższa okolica nie ma wiele do zaoferowania: palmy, krzaki i małe uprawy. Obiadokolacje jadamy w rodzinnym barze, około 10 minut marszu na północ od pensjonatu. Rewelacyjna domowa kuchnia na granicy zabudowań miasta. Natomiast niezbędne zakupy robimy w pobliskim markecie.

Do Parku Narodowego Taroko jedziemy dwa razy. Pierwsze popołudnie spędzamy na krótkiej wycieczce po szlakach Xiaozhuilu i Shakadang. Zwiedzamy nasz pierwszy tutejszy tunel drogowy. W międzyczasie przyjemna pogoda w połowie trasy zamienia się w deszcz. Aczkolwiek otaczającą nas przestrzeń w taką aurę też jest interesująca. Przenosimy się na równoległe życie. Jesteśmy daleko i nic innego nie istnieje.

Miasteczko Xincheng to najlepsza baza wypadowa do Parku Narodowego Taroko. Jest trochę rozłożyste i chaotyczne, ale posiada pełną infrastrukturę miejską i jest dobrze skomunikowane z okolicą.

Stacja kolejowa "Xincheng Taroko". Bramka przy wejściu na perony. Tu kasujemy bilet, który następnie zwracamy na stacji docelowej. Nie można go zgubić, ponieważ grozi za to kara pieniężna.

Tunel drogowy Shakadang...

niedziela, 17 grudnia 2017

Tajpej - listopad 2017 (Tajwan)

Długa droga na drugi koniec świata. 31 godzin w dwóch pociągach i trzech samolotach. Dwa obiady, 6 języków i kilka stref czasowych. Gdzieś nad Rosją pomagamy kobiecie z Peru wypełnić druk imigracyjny na wjazd do Hongkongu. Nigdy nie myślałem, że znajomość hiszpańskiego przyda się w podróży do Azji. Na międzynarodowym lotnisku "Taiwan Taoyuan" czeka na nas długa kolejka do kontroli paszportowej. Stoi z nami starszy Amerykanin. Zaczyna mówić... I tak mówi przez całą drogę do stanowiska imigracyjnego. Dowiadujemy się, że to najdłuższa kolejka na świecie, że USA to prawie samo zło i że przyleciał na Tajwan do swojej żony. Jest to bardzo interesująca rozmowa i wyjątkowo produktywnie upływa nam czas.
Metro z lotniska zawozi nas na "Taipei Main Station". Stąd jesteśmy wyprowadzeni na właściwą drogę do naszego hostelu przez sympatyczną młodą parę Tajwańczyków. Zaczepili nas, bo zobaczyli, że patrzymy na mapę okolicy. To zaczyna być tradycją. Chcąc nie chcąc zwracamy na siebie uwagę, a mieszkańcy Tajwanu szybko reagują na nasze zawahania. Nawet wtedy, kiedy nie tego nie potrzebujemy. To jest trochę niesamowite, ponieważ nie doświadczyliśmy podobnych rzeczy w takiej skali w żadnym innym kraju.

"StarBox Hostel" przy Nanjing West Road nie jest wymarzonym miejscem do nocowania w Tajpej. Dostajemy pokój bez okna, w którym przez cały pobyt unosi się uciążliwa wilgoć. Plusem tego noclegu jest lokalizacja. Na wyciągnięcie ręki mamy wiele sklepów i barów oraz nocny targ za rogiem.
To właśnie nocny targ jest naszym pierwszym prawdziwym tajwańskim doświadczeniem. Kojące zapachy i zniewalający smród. Jesteśmy głodni, więc znikamy wśród straganów z jedzeniem. Powoli poznajemy smaki tutejszej kuchni.

Port lotniczy "Hongkong" (Hong Kong International Airport).

Tajpej. Ningxia Road. Nocny targ "Ningxia"...

sobota, 16 września 2017

Rudawy Janowickie, 9-10 września 2017

Browar Miedzianka ma kapryśne piwa. Wszystko zależy od warki. Bywają dobre, ale my zazwyczaj trafiamy na te słabe. Nawet "Cycuch Janowicki", który zawsze trzymał poziom, tym razem okazał się mało pijalny. Na szczęście są jeszcze Rudawy Janowickie. Na nie zawsze można liczyć. Oczywiście nowy browar w Miedziance jest miejscem wyjątkowym, bo sama miejscowość jest wyjątkowa. Kiedyś tętniące górniczym życiem małe miasto. Obecnie wioska z kościołem i kilkoma budynkami mieszkalnymi. Po gwarnym rynku pozostały zasypane piwnice, które gdzieniegdzie przypominają o sobie schodami do ciemnych opowieści z przeszłości. A stary browar patrzy na nowy z zazdrością.

Rudawy Janowickie mają swój niepowtarzalny klimat. W większości wciąż nie są zadeptane przez tłumy turystów, więc zawsze znajdzie się miejsce które uleczy pędzące myśli. Ruiny zamku Bolczów przeniosą nas do dawnych wieków, kiedy rycerze staczali bitwy straszliwe, a obszerne zamczysko chroniło ich od zguby. Przechodząc przez zamkową bramę wchodzimy w ich niespokojny świat.

Kręta droga wiedzie nas do Starościńskich Skał. Mały labirynt przyciąga wędrowca, który chętnie się w nim gubi. Widoki skalne zmuszają nas do pozostania na dłużej. Więc delektujemy się nimi i nie myślimy o czasie. Czasem pojawia się jakiś człowiek, a czasem grupa. Lecz głównie otacza nas cisza i odgłosy przyrody.